Sztuczna inteligencjaPracaBranża ITBEST100ProgramowaniePREZENTACJA PARTNERA

Artificial Intelligence nie spadła z nieba

Executive ViewPoint

Z Małgorzatą Wiśniewską, COO w Avenga rozmawiamy o tym, jak AI wpływa na rynek nowoczesnych platform dostarczania rozwiązań cyfrowych – przede wszystkim wytwarzanie oprogramowania; w jaki sposób branża zapisze się w annałach lat 2022 i 2023; a także jakie zmiany dokonują się w modelu działalności firmy i relacjach z klientami.

Artificial Intelligence nie spadła z nieba

Jakie było ostatnie półtora roku dla Avengi i branży, w której działacie?

To był prawdziwy rollercoaster. Rok 2022 był wyjątkowy z uwagi na duże przyspieszenie całej branży. Byliśmy w bardzo dobrej kondycji już w 2021 roku, kiedy większość firm zaczęła nadrabiać zaległości czasu pierwszego, najtrudniejszego okresu pandemii COVID-19. Najszybciej i najmocniej odbiły się firmy dobrze przygotowane pod względem cyfryzacji.

W 2022 roku popyt na projekty i współpracę dodatkowo wzmocnił wybuch wojny na Ukrainie. Był to zarazem czas, kiedy trzeba było dobrze panować nad wieloma działaniami i projektami ad hoc, sytuacyjnymi, zgłaszanymi przez naszych klientów. Jak się okazało, byliśmy pod względem ułożenia naszych procesów i dojrzałości zespołów dobrze przygotowani do tych zadań. Dzięki temu w 2022 roku urośliśmy rok do roku niemal 25% i z impetem weszliśmy w rok 2023.

Już w IV kwartale 2022 roku mieliśmy sygnały, że ten rok będzie trudniejszy. Wielu klientów, szczególnie startupów w Stanach Zjednoczonych – wobec oznak spowolnienia gospodarki – stanęło przed pytaniem: czy redukować własne zasoby, czy te zewnętrzne? W obliczu niepewności rynkowej zawieszali projekty z nami. Tu muszę zaznaczyć, że w 95% są to projekty odroczone. Obecnie mamy pierwsze symptomy zmiany tej sytuacji. Inflacja w USA już się stabilizuje, branża po branży zaczyna znowu myśleć o większych inwestycjach. Spodziewamy się powrotu do szerokiej współpracy już w III kwartale 2023 roku.

Głośno było o masowych zwolnieniach w branży IT.

Firmy zawsze wykorzystują okres niepewności do – brzydko mówiąc – optymalizacji zatrudnienia. W skali globalnych firm, o których było w tym kontekście najgłośniej, to nie były jednak wielkie zwolnienia, biorąc pod uwagę, że zatrudniają one po kilkaset tysięcy osób. To była korekta wcześniejszego przeinwestowania.

Jestem przekonana, że AI będzie przede wszystkim katalizatorem powrotu firm na ścieżkę inwestycji w technologię. Ale trzeba podkreślić, że AI nie spadło nam z nieba. Dziś nastąpił po prostu przełom w powszechnej świadomości w związku z tym, że o generatywnej AI – wraz z ChatGPT – mówi się nawet w telewizji śniadaniowej.

Na kondycję zawodu programisty w ciągu ostatniego roku wpłynie na pewno upowszechnienie się wielu narzędzi bazujących na AI, które zmieniają sytuację w obszarze wytwarzania oprogramowania, i to pod każdym względem: metody pracy, procesu dostarczania, czasu, zestawu kompetencji… Czy jesteście na tej fali i np. potraficie skrócić projekty z 3 miesięcy do tygodnia?

Jestem przekonana, że AI będzie przede wszystkim katalizatorem powrotu firm na ścieżkę inwestycji w technologię. Ale trzeba podkreślić, że AI nie spadło nam z nieba. Dziś nastąpił po prostu przełom w powszechnej świadomości w związku z tym, że o generatywnej AI – wraz z ChatGPT – mówi się nawet w telewizji śniadaniowej.

Natomiast AI zmienia dziś oczywiście pracę programistów. Podnosi jej efektywność kilkukrotnie! Nie jest to więc zmiana rzędu kilku czy kilkunastu procent. Trudno zaprzeczyć, że jest to zasadnicza poprawa i już ją próbujemy zagospodarować. Szybciej dostarczane rozwiązania muszą być odpowiednio szybko wdrażane w biznesie.

Bariera wejścia do zawodu programisty znowu się podwyższa. AI robi błyskawicznie te wszystkie rzeczy, które mogły być podzlecone młodszemu programiście. Były proste, nieco odtwórcze i nużące. Pewnie miało to ten walor, że pozwalało się „przetrzeć” niedoświadczonemu juniorowi. Teraz doświadczony programista zleca tę pracę AI.

AI zmienia też status programisty, również zatrudnionego w firmie takiej jak Avenga.

Ta zmiana wpłynie na trend demokratyzacji zawodu programisty. Od dłuższego czasu próg wejścia się obniżał. Zresztą rynek szeroko zachęcał do konwersji z innych zawodów. Zachęcano, że to przecież łatwe, intuicyjne, przy tym dobrze płatne i rozwojowe „zajęcie”. Dużo w tym prawdy, ale obecnie AI właśnie zmienia sytuację.

Bariera wejścia do zawodu programisty znowu się podwyższa. AI robi błyskawicznie te wszystkie rzeczy, które mogły być podzlecone młodszemu programiście. Były proste, nieco odtwórcze i nużące. Pewnie miało to ten walor, że pozwalało się „przetrzeć” niedoświadczonemu juniorowi. Teraz, kilkoma poleceniami doświadczony programista zleca tę pracę AI.

GitHub Copilot i inne narzędzia wspierania tworzenia oprogramowania są doskonale responsywne i sprawne. Ponadto senior zyskuje lepszą kontrolę nad całością procesu – szybciej zbierze i poskłada zamówione fragmenty kodu źródłowego.

Nie oznacza to zamknięcia drzwi dla juniorów. Ale teraz zamiast uczyć się, jak przygotować kod do wytestowania albo pisać fragmenty kodu, które mają w powtarzalny sposób coś wykonać, juniorzy muszą nauczyć się składać te automatycznie wytworzone moduły.

Czy zatem jakość oprogramowania – powstającego przy wsparciu AI – będzie większa, będzie ono np. bezpieczniejsze?

Biorąc pod uwagę dotychczasowe obserwacje z automatyzacji i standaryzacji podejścia np. do uwzględniania zabezpieczeń czy zmniejszenia liczby błędów, mogę powiedzieć, że jakość będzie wyższa. Natomiast dochodzą do nas też głosy, że nie wszyscy chcą programowania ze wsparciem AI. Mamy klientów szczególnie wrażliwych na kwestie ochrony własności intelektualnej. A AI wymaga przecież udostępnienia własnego kodu, aby AI mógł go zrozumieć i uzupełnić lub poprawić. To oznacza…

… że mimowolnie kontrybuują do GitHuba.

Mniej więcej. To, czego rozwiązanie AI nauczy się na Twoim kodzie, jest już jego uzyskiem i być może jakiemuś konkurentowi zaproponuje świetnie napisany fragment kodu, który pierwotnie miał być na wyłączność. Ten proces wymaga więc opracowania, może specjalnej metodyki, aby podobnym sytuacjom zapobiegać.

To chyba także bardziej ogólne wyzwanie dla procesu wytwarzania oprogramowania dzisiaj, bo referencyjność wydaje się niezbędna również przy „zwykłym” korzystaniu z GitHuba. Wiadomo o repozytoriach, które mogą być celowo lub niechcący zainfekowane. Referencje pozwalałyby lepiej zapanować nad ryzykiem zainfekowania własnych rozwiązań.

Przy każdej takiej zmianie, a było ich kilka w historii IT, jakbyśmy nie definiowali ryzyka, to odpowiedzialność zawsze spoczywa na człowieku, który ma odpowiednie kompetencje i wiedzę, aby rozstrzygnąć, co jest ryzykiem. Musi tylko mieć możliwość – przez odpowiednie umocowanie w procesie – taką rolę pełnić. A to z kolei odpowiedzialność decydentów.

Jak pojawienie się AI w procesie wytwarzania oprogramowania zmienia sytuację Avengi? Myślę o modelu biznesowym, rodzaju dostarczanych usług, profilu kompetencyjnym zespołu… W jaki sposób dostosowujecie swoje działania do tej zmiany?

Robimy to systematycznie. Zaczęliśmy przygotowania do tej zmiany dużo wcześniej niż w tym roku. AI nie pojawiło się wczoraj. Nasze zaadaptowanie do sytuacji opiera się w dużej mierze na zmianach ról seniorów i juniorów. W firmie zatrudniamy 4000 osób i to przyswojenie wytwarzania oprogramowania ze wsparciem AI musi się dokonywać ewolucyjnie, równo z klientami, aby nie tracić z nimi kontaktu.

Natomiast każdy impuls zewnętrzny, od klienta właśnie, zwykle przyspiesza nasze przyswajanie pracy z AI. To oznacza, że z kategorii ograniczonych pilotaży, takie projekty wchodzą do głównego nurtu. Sądzę, że orędownikami takich zmian stają się CFO, ponieważ oni mają duży potencjał optymalizacyjny. Automatyzacja pracy dzięki AI sprawia, że ludzie otrzymają szansę robić co innego, bardziej twórczego.

Mamy na to dowody także wewnątrz naszej organizacji. Taka zmiana właśnie przetacza się przez obszar rekrutacji. Dotychczas bardzo szybko osiągało się tutaj sufit w zakresie kariery zawodowej. Teraz, dzięki zaprzęgnięciu AI do np. porządkowania bazy CV lub odwzorowania informacji z social media, rola rekrutera w dużo większej mierze staje się pracą analityczną, koncepcyjną, wymagającą wyobraźni i dającą możliwość rozwoju. Promotorem tego projektu jest u nas właśnie CFO.

W jaki sposób zmienia to z kolei sytuację klientów Avengi – ich oczekiwania, potrzeby, gotowość współpracy wreszcie? Czy oni już wiedzą, że mogą to, czego potrzebują, dostać szybciej?

Świadomość decydentów po stronie klienta rośnie błyskawicznie, co doskonale wpływa na rozmowy. Jest dużo więcej zrozumienia. Klienci nie muszą bazować tylko na zaufaniu, rozumieją już lepiej, na czym opierają się nasze założenia odnośnie do terminów czy konkretnych rozwiązań.

Wiele projektów pokazało, że to jest bardzo ważne dla ich powodzenia. Dlatego, że wpływ, jaki technologia ma na procesy biznesowe, jest obecnie akceptowany i pożądany. Zanika opór wynikający z niezrozumienia technologii. Z drugiej strony nie tylko biznes, ale i IT po stronie klientów jest coraz lepiej przygotowane. Wewnętrzni specjaliści mają wiedzę nie tylko o własnych technologiach, ale i tych, które planują wdrożyć. Wiedzą o możliwościach i ograniczeniach integracji, słabych i mocnych stronach. Wiedzą, dlaczego wybierają dane rozwiązania, które pomagamy im zbudować i wdrożyć.

Recesja dała impuls do ogólnej poprawy jakości współpracy w projektach technologicznych. Jest potrzeba efektywniejszego, rozsądnego wdrażania. Jest dobra orientacja we własnych potrzebach i potencjale tego, co oferuje rynek, co się chce zyskać i które procesy mają zyskać.

Od wielu lat firmy przyswajają technologię raczej wąskim strumieniem projektowym niż prowadzonymi z rozmachem programami. Nam to odpowiada, bo pozwala stabilnie budować doświadczenie, uwiarygadniać się i wspólnie z klientem planować kolejne kroki.

Jak zmienia się w związku z tym pozycja Avengi w relacji z klientami?

Trudno powiedzieć, abyśmy zmieniali podejście. Od wielu lat firmy mają stosunkowo niską skłonność do otwierania szerokiego frontu zmiany technologicznej. Przyswajają technologię raczej wąskim strumieniem projektowym niż prowadzonymi z rozmachem programami. Nam to odpowiada, bo pozwala stabilnie budować doświadczenie, uwiarygadniać się i wspólnie z klientem planować kolejne kroki. Kluczowe wartości to jakość, dostarczanie tego, co zostało umówione oraz bezpieczeństwo. Jesteśmy w stanie spełniać te oczekiwania mimo bardzo szerokiego spektrum działalności – na rynku polskim, niemieckim, amerykańskim, malezyjskim, argentyńskim.

Wpływ na postrzeganie nas wynika natomiast ze zmiany potrzeb klientów. Teraz np. szybko rośnie gotowość wdrażania innowacyjnych rozwiązań. To ważne, że możemy je dostarczać w tym standardzie, do którego przyzwyczailiśmy klienta, a jednocześnie mamy silne kompetencje w zakresie dzisiejszych nowinek. To wszystko sprawia, że najczęściej budujemy długofalowe relacje. W zeszłym roku 85% wzrostu biznesu w Polsce wypracowaliśmy dzięki współpracy ze stałymi klientami. Dostarczamy wartość dodaną, potrafimy pracować nad koncepcją, uwzględniać wyzwania.

Dołóżmy jeszcze może do tej rozmowy czynnik geopolityczny – tradycyjnej wojny na Ukrainie i drugiej, w wymiarze technologicznym, Zachodu z Azją.

Klienci oczekują rzeczywiście, aby wspierać ich także w wymiarze ryzyka technologicznego. Nie jesteśmy sprzedawcą technologii, dlatego możemy ocenić je właściwie. Mamy osoby bardzo doświadczone, które potrafią to oszacować w kontekście bezpieczeństwa całej organizacji, jej ciągłości działania. Zapotrzebowanie na to stale rośnie. Można też powiedzieć, że w naturalny sposób najmocniej wyrasta w obszarze cyberbezpieczeństwa. Obok specjalistów, ekspertów CyberSec mamy na pokładzie również generałów i strategów.

Wydaje mi się, że branża mogłaby poszukać obszaru do współpracy w zakresie wsparcia wchodzenia młodych talentów na rynek pracy. Bardzo bym chciała, aby udało się np. zbudować model podobny do tego, jaki poznałam na rynku szwajcarskim. Funkcjonuje tam tzw. apprenticeship.

W jaki sposób obecnie wygląda konkurencja w branży i jak jest ostra, dynamiczna? Czy to wspiera, czy utrudnia rozwój?

Jest dużo konkurencji i zarazem dużo przestrzeni do współpracy. Wydaje mi się, że branża mogłaby poszukać obszaru do współpracy w zakresie wsparcia wchodzenia młodych talentów na rynek pracy. Bardzo bym chciała, aby udało się np. zbudować model podobny do tego, jaki poznałam na rynku szwajcarskim. Funkcjonuje tam tzw. apprenticeship – absolwent kierunku IT zobowiązuje się do odbycia stażu, praktyki, spójnej z programem studiów.

Taki absolwent otrzymuje wynagrodzenie, a firma gwarantuje, że uczy się go od strony praktycznej udziału w projektach. Po kilku miesiącach wraca od razu na rynek pracy z doświadczeniem praktycznym. Nie musi wchodzić do „poczekalni”, gdzie miałby się przyuczać do pracy. W efekcie może zostać w firmie, w której odbył praktykę, ale może też iść do każdej innej.

Takie podejście pozwala płynnie, szybko przygotowywać niedoświadczone osoby do pracy. I teraz clue tej opowieści: żadnej firmy na rynku globalnym nie stać, aby w tej sferze działać solo. Nawet najwięksi nie są w stanie tego efektywnie robić. Ten system działa, bo wszyscy działają wspólnie na rzecz całego rynku.

Gdyby powtórzyć to u nas…

Młode talenty łatwiej, płynniej wchodziłyby na rynek pracy, absolwenci drogich – dla nich i dla państwa – trudnych studiów przestaliby wyjeżdżać albo, nawet pozostając w Polsce, pracować na rzecz budowy nowoczesnej gospodarki innych krajów. Wierzę, że możemy przestać być tylko kuźnią kadr dla innych, ale skierować talent i wysiłki tej generacji w budowanie cyfrowego przemysłu także w Polsce!

 

Artykuł ukazał się na łamach: Raport ITwiz BEST100 edycja 2023. Zamów poniżej:

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *