RynekPolecane tematy
Czy Europa przestanie być cyfrową kolonią?
Z Cristiną Caffarrą, założycielką i przewodniczącą EuroStack Industry Foundation rozmawiamy o tym, że od 15 lat Unia Europejska skupia się na regulowaniu tego, czego nie posiada, zamiast budować własne zasoby technologiczne; tym, że to kapitał prywatny, a nie urzędnicy Komisji Europejskiej, musi napędzać tworzenie europejskiego rynku nowych technologii; a Europa nie może dać się zastraszyć groźbom ze strony USA.

Gdyby miała Pani wyjaśnić, czym jest EuroStack i czym zdecydowanie nie jest – np., że nie jest to kolejny pakiet regulacyjny, ani Gaia-X 2.0 – jakby Pani to ujęła?
EuroStack to misja. Jej celem jest stymulowanie inwestycji i wzrostu w europejskich aktywach technologicznych. Dzisiaj Europa funkcjonuje jako kolonia cyfrowa. Zdecydowanie zbyt wiele naszych usług cyfrowych jest świadczonych przez podmioty spoza Europy (wartość ich importu to kwota już blisko 500 mld euro wg Eurostat – przyp. red.). Ma to bezpośrednie konsekwencje dla naszego wzrostu gospodarczego i długoterminowej przyszłości.
EuroStack istnieje po to, by popchnąć Europę w kierunku odwrócenia tej rzeczywistości. Nie jest to jednak grupa lobbingowa, organizacja branżowa, ani nic w tym rodzaju. Jesteśmy fundacją non-profit. Wszyscy zaangażowani działają jako wolontariusze; nikt nie otrzymuje wynagrodzenia. To prawdziwie oddolna inicjatywa.
Zgromadziliśmy już prawie 500 firm po stronie podaży, które podzielają tę misję. Nie pobieramy żadnych opłat i nie wypłacamy sobie wynagrodzeń. Wszystko napędzane jest przekonaniem i poczuciem misji.
Pomysł ten wydaje się zyskiwać realną popularność w całej Europie. Pisałem o suwerenności cyfrowej już wiele lat temu, kiedy brzmiało to jeszcze nieco radykalnie, a nawet szalenie. Dzisiaj nawet decydenci z wielkich firm technologicznych jeśli nie próbują podpiąć się pod ten trend, to przynajmniej zwracają na to uwagę, ponieważ temat ten jest praktycznie wszędzie…
Ja również zaczęłam poważnie promować tę agendę kilka lat temu, kiedy w debacie głównego nurtu temat ten był jeszcze w dużej mierze nieobecny. Już wtedy było dla mnie jasne, że przez ostatnie piętnaście lat Europa skupiała się niemal wyłącznie na regulowaniu tego, czego nie posiada. Cała nasza energia regulacyjna została poświęcona na próby kontrolowania Google’a, Amazona, Apple’a i Microsoftu.
Powinniśmy zadać sobie pytanie: jak zbudować własne zasoby, bo bez tego nie ma własnej wartości? Regulowanie działalności zagranicznego gracza nie tworzy automatycznie europejskich mocy obliczeniowych, ani firm programistycznych.
Prawdziwe pytanie, które powinniśmy byli zadać, brzmi: jak zbudować własne zasoby, bo bez tego nie ma własnej wartości? Regulowanie działalności zagranicznego gracza nie tworzy automatycznie europejskich mocy obliczeniowych w chmurze, firm programistycznych ani infrastruktury łączności.
Firmy objęte regulacjami wielokrotnie na to zwracały uwagę. Tymczasem Europa wydaje się wierzyć, że ustanawiając dla nich zasady, w magiczny sposób wygeneruje własne zaawansowane możliwości technologiczne. To po prostu nie działa w ten sposób.
Budowanie czegoś wymaga rynku, finansowania i konkretnych rozwiązań, a nie tylko regulowania innych, cudzych.
Jak ocenia Pani najnowszy pakiet Komisji Europejskiej?
Szczerze? Nie jestem zadowolona. Uważam, że autorzy po prostu stchórzyli. Być może nie jest to termin techniczny, ale trafnie oddaje sytuację. Powinni byli wykazać się znacznie większą asertywnością i konkretnością.
Jako EuroStack zalecaliśmy wprowadzenie nakazów „kupuj europejskie”, które wymagałyby od sektora publicznego – który wydaje pieniądze podatników – kierowania znaczącej części tych wydatków do europejskich dostawców.
483 mld euro to wydatki europejskich firm, organizacji i osób prywatnych na amerykańskie oprogramowanie i usługi cyfrowe w roku 2024 wg Eurostat (+13%). Wśród nich dużą część stanowią usługi ICT, opłaty za korzystanie z własności intelektualnej i inne usługi biznesowe.
W ostatniej chwili element ten został usunięty z pakietu pod presją amerykańskiego lobby technologicznego. Nie podoba mi się to. Zupełnie mi się to nie podoba.
Jaki poziom udziału produktów „Made in Europe” w zamówieniach publicznych uważa Pani za realistyczny w ciągu najbliższych 3 lat?
Byłabym zadowolona już z samego wprowadzenia takiej zasady. Obecnie nie istnieje ona nigdzie na szczeblu europejskim. Niektóre państwa członkowskie, zwłaszcza Francja i Niemcy, zaczynają podążać w tym kierunku, ale sama Komisja Europejska tego nie robi. Chciałbym, aby obecna tendencja spadkowa udziału europejskich dostawców uległa odwróceniu.
Odpowiadając jednak na pytanie, nie domagam się 80%, ani nawet 50%. Byłoby to nierealne. Amerykańskie firmy pozostaną w Europie i będą świadczyć usługi jeszcze przez długi czas. Nie chodzi tu o odcięcie się od kogokolwiek, ani o „ucięcie głowy” komukolwiek. Chodzi o to, by Europa zapewniła sobie większy udział w swoim własnym, rosnącym rynku.
Realistycznym celem na najbliższe 3 lata byłoby więc przeznaczenie co najmniej 20-30% zamówień publicznych na rzecz europejskich dostawców.
Czy biurokracja Komisji Europejskiej jest w stanie faktycznie zbudować europejski rynek technologiczny?
Nikt nie powinien liczyć na to, że Komisja Europejska stworzy rynek. Nie tym zajmują się biurokracje. Są to po prostu biurokracje. Nie rozumieją logiki rynkowej, nie pojmują imperatywów biznesowych i nie wiedzą jak faktycznie działa finansowanie. Każdy, kto poważnie podchodzi do technologicznej przyszłości Europy, musi zadać inne pytanie: w jaki sposób zmobilizować i skierować prywatny kapitał na europejskie przedsięwzięcia?
Europa jest niezwykle zamożna. Każdego roku oszczędzamy ok. 1,4 bln euro, dwa razy więcej niż Amerykanie. Jednak ten kapitał nie trafia do europejskich firm technologicznych. Zamiast tego 400-500 mld euro rocznie opuszcza Europę, aby sfinansować amerykański kapitał wysokiego ryzyka i amerykańskie innowacje. Jest tak dlatego, że tyle właśnie wydajemy obecnie na amerykańskie usługi cyfrowe. Musimy zatrzymać te pieniądze w domu i skierować je do europejskich firm, dodajmy prywatne pieniądze.
Każdy, kto poważnie podchodzi do technologicznej przyszłości Europy, musi zadać inne pytanie: w jaki sposób zmobilizować i skierować prywatny kapitał na europejskie przedsięwzięcia?
Musimy przestać liczyć na to, że urzędnicy Komisji Europejskiej będą rozdzielać fundusze tu i tam, tworząc w ten sposób w magiczny sposób konkurencyjny ekosystem. Nie zrobią tego! Tak to się nie uda! Tylko sektor prywatny i prywatny kapitał mogą stworzyć prawdziwy rynek.
Jaka jest obecna sytuacja EuroStack? Co już istnieje, a czego wciąż brakuje?
Na obecnym etapie jesteśmy fundacją non-profit. Nie otrzymujemy żadnego finansowania instytucjonalnego. Po stronie podaży udało nam się zjednoczyć znaczną część europejskiej branży technologicznej. Nie wnoszą one jednak wkładu finansowego, a jedynie popierają obrany kierunek działań.
Nasza praca koncentruje się na trzech obszarach. Po pierwsze, zachęcamy te firmy do nawiązywania partnerstw i oferowania zintegrowanych produktów oraz rozwiązań. Europejska strona podaży pozostaje zbyt rozdrobniona, podczas gdy giganci internetowi -hyperscalers – wyróżniają się dostarczaniem kompletnych, kompleksowych ofert.
Po drugie, nawiązujemy bezpośrednią współpracę z organizacjami po stronie popytu – bankami, ubezpieczycielami, funduszami emerytalnymi – pomagając im mierzyć ich zależność technologiczną, np. za pomocą wskaźnika Digital Resilience Index, oraz wspierając migrację w kierunku europejskich alternatyw. Współpracujemy również z integratorami, którzy nie są wyłącznie powiązani z Microsoftem, Google Cloud czy AWS.
Po trzecie, pomagamy tworzyć instrumenty inwestycyjne we współpracy z prywatnymi inwestorami, tak aby europejski kapitał mógł być kierowany do europejskich firm technologicznych. Nie interesuje mnie, czy Komisja Europejska przeznaczy kolejny miliard tu czy tam. To w dużej mierze strata czasu.
Liczy się to, co może osiągnąć kapitał prywatny – family office, inwestorzy instytucjonalni i fundusze venture capital. Nie wierzę, że sektor publiczny jest w stanie zapewnić niezbędną skalę i tempo działań.
W jakim stopniu Europa jest obecnie uzależniona od amerykańskich technologii cyfrowych?
Ogólny poziom uzależnienia wynosi ok. 80%. W przypadku półprzewodników sięga on aż 95%. W tej konkretnej dziedzinie dominującą rolę odgrywa jednak Tajwan, a nie USA.
Co pozytywnie zaskoczyło Panią w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a co okazało się rozczarowaniem?
Zachęcił mnie poziom zrozumienia na najwyższym szczeblu politycznym. Kanclerz Friedrich Merz publicznie określił EuroStack jako kompleksowe rozwiązanie dla wyzwania związanego z suwerennością Europy. Prezydent Emmanuel Macron od dawna jest jego zagorzałym zwolennikiem. To polityczne uznanie jest realne i cenne.
Nadal zniechęcająca jest inercja po stronie popytu. Wiele firm nadal działa niezwykle powoli. Obawiają się procesu migracji i wciąż domagają się coraz bardziej szczegółowych analiz biznesowych. Są one również głęboko związane ze swoimi obecnymi dostawcami typu hyperscale, którzy niezwykle skutecznie utrzymują te relacje.
Nie jestem antyamerykańska. Spędzam czas w Stanach Zjednoczonych i darzę amerykańską innowacyjność wielkim szacunkiem. Ale jestem zagorzałym Europejczykiem. Twierdzenie dostawców typu hyperscale, że przejście na europejskie rozwiązania oznacza większe ryzyko, wyższe koszty i niższą jakość, jest po prostu nieprawdziwe. Jednak ten przekaz jest wszechobecny i nadal wpływa na decydentów na całym kontynencie.
Jak Europa powinna zareagować na presję handlową i groźby ze strony Stanów Zjednoczonych?
Giganci internetowi z wielką zręcznością wykorzystali przewagę geopolityczną. Przesłanie administracji amerykańskiej jest jasne. Każda europejska polityka, która stawia amerykańskie firmy w niekorzystnej sytuacji, spotka się z cłami odwetowymi na europejskie samochody i inne towary eksportowe. Komisja Europejska już ustąpiła w obliczu tych gróźb.
Europie wciąż brakuje jednak tej determinacji, by stanowczo się im przeciwstawić. Nie powinniśmy dać się zwieść nieszczerym argumentom o dyskryminacji handlowej. Nie powinniśmy pozwolić, by zastraszyły nas groźby. Jesteśmy suwerennym kontynentem. Nie można dopuścić, by zasady handlu stały się dla Europy paktem samobójczym.
Jakie są priorytety, którymi Europa powinna zająć się w pierwszej kolejności?
Absolutnym priorytetem jest infrastruktura chmurowa zdolna do obsługi sztucznej inteligencji. Ostatecznie sztuczna inteligencja działa w chmurze. Bez suwerennej kontroli nad platformą bazową i warstwą chmury – a w dalszej kolejności nad oprogramowaniem – Europa nie będzie w stanie zbudować konkurencyjnego sektora sztucznej inteligencji.
Ośrodki obliczeniowe o wysokiej wydajności, w obecnej postaci, są w dużej mierze przestarzałe i zarządzane przez instytucje akademickie pozbawione orientacji komercyjnej; nie będą one w stanie obsłużyć rzeczywistych obciążeń biznesowych.
Jeśli chodzi o gigafabryki AI, to rzeczywistość jest taka, że będą one opierać się na układach NVIDIA i będą działać pod egidą Microsoftu i Google’a. Na ile naprawdę będą europejskie?
Gdzie występuje największy deficyt zdolności wykonawczych – w rządach czy w sektorze prywatnym?
Podstawowym wąskim gardłem jest popyt, a nie podaż czy kapitał. Kapitał pojawi się, gdy tylko pojawi się wiarygodny popyt. Kiedy rozmawiam z osobami budującymi europejskie centra danych, ich głównym pytaniem nie jest finansowanie – chodzi o to, czy europejskie firmy faktycznie staną się najemcami, czy też Microsoft wynajmie tę moc obliczeniową, a następnie odsprzeda ją europejskim klientom.
Strona podaży nie może odnieść sukcesu w izolacji. Sektor publiczny stanowi jedynie ok. 20% rynku. Sektor prywatny to już 80%. Potrzebujemy zatem długofalowych, szczegółowych działań mających na celu edukację nabywców z sektora prywatnego oraz wykazanie, że wybór rozwiązań europejskich ma realne uzasadnienie biznesowe.
Wspieranie rozwoju europejskich zasobów technologicznych leży w interesie wszystkich. Tylko wtedy będziemy w stanie czerpać korzyści w całym łańcuchu wartości, od podstaw. W przeciwnym razie będziemy jedynie budować niewielkie dobudówki do cudzego domu, a pewnego dnia właściciel poprosi nas o opuszczenie nieruchomości lub uiszczenie dodatkowej opłaty za przywilej pozostania w niej.






