centra danych / data centerInfrastrukturaRynek

Wszyscy napędzamy rozwój centrów danych, potrzebujemy takiej infrastruktury i odpowiadamy za jej ślad węglowy

Wywiad

O obawach i mitach związanych z funkcjonowaniem centrów danych rozmawiam z Piotrem Kowalskim, dyrektorem zarządzającym Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA) oraz Head of Innovation w firmie Beyond.pl. Mówimy też o wpływie takich obiektów na lokalną infrastrukturę, dostępność mediów i funkcjonowanie społeczności, faktycznych obciążeniach, potencjalnych korzyściach wynikających z sąsiedztwa centrum danych, a także roli PLDCA we wzmacnianiu wiedzy na temat centrów danych na poziomie administracji centralnej i samorządowej.

Wszyscy napędzamy rozwój centrów danych, potrzebujemy takiej infrastruktury i odpowiadamy za jej ślad węglowy

Istnieje pewien rozdźwięk pomiędzy naszą codzienną aktywnością cyfrową, a postrzeganiem centrów danych wyłącznie w kategorii zagrożenia, wysokiego zapotrzebowania na energię i wpływu środowiskowego. W praktyce to my wszyscy jako użytkownicy usług cyfrowych napędzamy rozwój centrów danych, potrzebujemy takiej infrastruktury i odpowiadamy za jej ślad węglowy.

Jakie argumenty i niedogodności są dziś najczęściej poruszane w kontekście lokalizowania centrów danych blisko miast? Dlaczego takie obiekty w ogóle lokuje się w pobliżu przedmieść czy dużych aglomeracji?

Warto zacząć od podkreślenia, że nie da się wszystkich centrów danych wrzucić do jednego worka. Wbrew pozorom jest wiele typów takich obiektów i część z nich faktycznie musi być zlokalizowana w dużych aglomeracjach miejskich. Z drugiej strony, największe centra danych, te które najczęściej dziś pobudzają wyobraźnię, kiedy słyszymy o mocach liczonych w setkach megawatów, są lokowane trochę bardziej na zewnątrz aglomeracji.

Dlaczego?

W przypadku centrów danych zapewniających zasoby niezbędne do sprawnego działania aplikacji biznesowych, gromadzenia i przetwarzania rosnących ilości danych, a także obsługi usług chmurowych dużych operatorów technologicznych, kluczowe znaczenie ma odległość od odbiorców lub głównych węzłów telekomunikacyjnych.

Fizyczny dystans jest istotny, ponieważ istotne jest zapewnienie jak najmniejszych opóźnień w transmisji danych. Istnieje zatem określony promień, odległość od węzła telekomunikacyjnego, w obrębie którego opóźnienia w transmisji mieszczą się w dopuszczalnych granicach. Promień ten wyznacza obszar, w którym centra danych o tego typu specjalizacji mogą powstawać. W takim obszarze jest oczywiście skończona ilość możliwych lokalizacji dla centrów danych, stąd też może brać się poczucie pewnego nasycenia tego typu obiektami.

Z kolei centra danych przeznaczone do obsługi obciążeń typowych dla sztucznej inteligencji mają nieco inną specyfikę. Dotyczy to zwłaszcza największych obiektów przeznaczonych do trenowania modeli AI, które potrzebuja ogromnej mocy liczonej w setkach megawatów czy nawet gigawatach. W ich przypadku czas przesyłu danych ma drugorzędne znaczenie, dlatego lokalizacja takich inwestycji grawituje raczej w kierunku miejsc oddalonych od dużych obszarów miejskich, ale zapewniających dostęp do tańszej energii elektrycznej, jak choćby Skandynawia czy Półwysep Iberyjski. Nie zmienia to jednak faktu, że część centrów danych powstaje w miastach i bywa, że ich sąsiedztwo rzeczywiście budzi niepokój mieszkańców.

Jakich aspektów najczęściej dotyczą obawy związane z centrami danych?

Myślę, że są to przede wszystkim kwestie związane ze zużyciem prądu i wody. Kiedy mówimy o liczonym w megawatach zapotrzebowaniu na energię, to niewątpliwie są to wartości bardzo duże w porównaniu z pojedynczymi domami czy nawet całymi osiedlami mieszkaniowymi. Ta skala przekłada się na poczucie zagrożenia.

Druga kwestia to domniemane “osuszanie rzek” i rzekome ogromne zużycie wody przez centra danych.

Pamiętam doniesienia medialne z USA, gdzie centra danych miały powodować trudności w dostępie do wody dla mieszkańców…

Przede wszystkim porównywanie Stanów Zjednoczonych i Europy jest zupełnie nieuzasadnione. To są dwa różne rynki. W USA inwestor może sobie pozwolić na znacznie więcej niż w Europie i nie mówię tego w pozytywnym kontekście. Trudno pochwalać sposób realizacji niektórych projektów, jak choćby zainstalowanie z dnia na dzień kilkudziesięciu turbin gazowych do zasilania data center. W Europie proces inwestycyjny jest mocno uregulowany i nie ma tu miejsca na żadną drogę na skróty.

Serwery i całe centra danych są tak naprawdę ogromnymi grzałkami. Proces przetwarzania danych generuje ciepło, które może być oddawane do atmosfery albo wykorzystane i we współpracy z lokalną siecią ciepłowniczą udostępniane sąsiadom. Komisja Europejska już wyraźnie wskazuje ten kierunek, a w niektórych krajach, jak Niemcy, wykorzystanie ciepła odpadowego stało się przedmiotem obowiązków regulacyjnych. W Polsce jest to szczególnie interesujące, bo mamy bardzo rozległą sieć ciepłowniczą, drugą co do wielkości w Europie.

Spróbujmy zatem obalić główne mity dotyczące funkcjonowania data center. Zacznijmy od wody. Do czego woda jest potrzebna w centrum danych i czy jej zużycie może wpływać na dostępność wody dla sąsiadów?

Generalnie, woda w centrach danych może być wykorzystywana do chłodzenia. Skala zapotrzebowania na wodę to jednak decyzja projektowa, specyficzna dla każdego data center.

Istnieją tzw. suche technologie chłodzenia, które w ogóle nie wykorzystują wody, a jedynie energię elektryczną i układy sprężarkowe. Są też technologie mokre, wykorzystujące wodę do obniżania temperatury powietrza, co przekłada się na możliwość zmniejszenia zapotrzebowania na energię elektryczną oraz rozwiązania hybrydowe, łączące oba podejścia poprzez wykorzystanie układu sprężarek zależnego od wody chłodzenia adiabatycznego.

Są to jednak przecież głównie systemy, w których woda krąży w obiegu zamkniętym i nie jest stale zużywana?

Dokładnie tak! Właśnie ten element wprowadza najwięcej nieporozumień. Wraz z rozwojem AI bardzo wzrosły obciążenia cieplne serwerów i w związku z tym powszechnie mówi się dziś o chłodzeniu cieczą, co bywa błędnie interpretowane jako technologia zużywająca ogromne zużycie wody. Tymczasem tego typu systemy opierają się na obiegu zamkniętym, podobnie jak ogrzewanie w domu: raz napełnione, działają w trybie zamkniętym, a woda po prostu krąży – raz jest cieplejsza, raz zimniejsza, ale to ta sama woda. Chłodzenie cieczą nie polega na tym, że zużywa się wodę w sposób ciągły do chłodzenia serwerów.

Tu znów występuje duży kontrast między Stanami Zjednoczonymi a Europą. W USA częściej wykorzystuje się systemy otwarte, które na potrzeby odprowadzania ciepła rzeczywiście wykorzystują zjawisko parowania. Natomiast w Europie zdecydowana większość centrów danych opiera się na chłodzeniu technologiami suchymi, przez co faktyczne zużycie wody w takich ośrodkach jest bardzo małe.

Poza tym, dane dotyczące zużycia energii i wody są w pewnym stopniu dostępne publicznie. Tego typu informacje są raportowane przez każdego operatora data center do Komisji Europejskiej i udostępniane publicznie na poziomie zagregowanym dla poszczególnych krajów członkowskich (*zgodnie z rozporządzeniem delegowanym Komisji Europejskiej (UE/2024/1364), operatorzy obiektów o zapotrzebowaniu na moc IT od 500 kW mają obowiązek corocznego raportowania kluczowych wskaźników – red.). W ramach PLDCA, na podstawie tych danych oszacowaliśmy, że całkowite zużycie wody przez sektor centrów danych w Europie to około 0,01% całkowitego zużycia wody na kontynencie, czyli poziom de facto pomijalny. Dane dla Polski wypadały jeszcze niżej niż średnia europejska.

Warto też dodać, że Komisja Europejska pracuje nad standardem określającym maksymalny dopuszczalny współczynnik wykorzystania wody (WUE) dla data center. Standard ten ma brać pod uwagę m.in. uwarunkowania lokalne, bo w regionach o dużej dostępności wody możliwe są przecież inne decyzje projektowe niż, przykładowo, w miejscach zagrożonych suszą. Z punktu widzenia mieszkańców ważne jest jednak to, że zapotrzebowanie na wodę również podlega ocenie w decyzji środowiskowej i pozwoleniu na budowę. Projektanci centrów danych muszą zatem zadeklarować, ile wody potrzebują, a operator sieci wodociągowej musi potwierdzić, że ma odpowiednią przepustowość, aby potrzebną ilość wody dostarczyć w sposób nie wpływający na jej dostępność dla innych odbiorców. Jest to zatem proces podlegający ścisłej kontroli na etapie uzyskiwania pozwoleń.

Przejdźmy do prądu. Czy duże zapotrzebowanie energetyczne centrum danych może zagrozić dostawom prądu dla mieszkańców?

Myślę, że tego typu obawy są pochodną emocji. Gdy ktoś słyszy, że centrum danych potrzebuje 40 megawatów mocy i porówna to z kilkoma kilowatami domu jednorodzinnego, to naturalnie pojawia się obawa, że centrum danych „wyssie” cały prąd z okolicznych sieci zasilających.

W praktyce jednak jest to kwestia oceny warunków przyłączeniowych. Już na bardzo wstępnym etapie planowania budowy data center operator sieci elektroenergetycznej przeprowadza szczegółową analizę możliwości zapewnienia zasilania. Znając możliwości sieci oraz plany jej rozbudowy określa, ile energii może udostępnić i zagwarantować danej inwestycji w sposób niewpływający na zobowiązania względem okolicznych obiektów.

Co więcej, centra danych mają możliwość odłączenia się od sieci i przejścia na własne źródła zasilania, jeśli operator uzna, że istnieje ryzyko przeciążenia infrastruktury zasilającej. W tym kontekście data center staje się wręcz czynnikiem zwiększającym możliwość zapewnienia nieprzerwanych dostaw prądu do sąsiednich obiektów. Poza tym, w niektórych krajach centra danych są wręcz powszechnie traktowane jako element stabilizujący system elektroenergetyczny, a nie jako jego zagrożenie. Wynika to między innymi z faktu, że dysponują dużymi zasobami baterii i własnymi systemami zasilania, które mogą wspierać stabilność sieci. W ogłoszonej niedawno w Niemczech rządowej strategii dla centrów danych, są one traktowane jako jeden z elementów składowych systemu energetycznego.

Na poziomie europejskim prowadzone są już prace nad tym, jak zwiększyć efektywność współdziałania data center z systemem energetycznym, zwłaszcza w warunkach postępującej dekarbonizacji i rosnącego udziału zależnych od pogody źródeł energii. Większa skala wykorzystania OZE przekłada się na wzrost dynamiki i zwiększenie złożoności procesów zarządzania siecią energetyczną. Także w Polsce prowadzimy rozmowy z operatorami energetycznymi o tym, w jaki sposób centra danych mogą stabilizować działanie krajowych sieci elektroenergetycznych.

Przeciwnicy data center mówią też o zwiększonym ruchu kołowym.

Rzeczywiście. Brałem nawet udział w jednej z dyskusji w mediach społecznościowych na ten temat. Jeden z jej uczestników udowadniał, że skoro na terenie centrum danych magazynowane są duże zapasy paliwa, to znaczy, że ten obiekt na co dzień pracuje właśnie na tym paliwie. Z tego wzięło się wyobrażenie, że konieczne będzie ciągłe uzupełnianie zapasów paliwa, cysternami co przełoży się na zwiększony ruch kołowy w okolicy.
Z punktu widzenia osoby znającej specyfikę centrów danych takie argumenty mogą być zaskakujące, ale z drugiej strony rozumiem ludzki niepokój: jeśli inwestycja powstaje w sąsiedztwie domów i osiedli, a do mieszkańców docierają tylko strzępki informacji, to bardzo łatwo wokół tego zbudować narrację podnoszącą poziom obaw.

Dlatego tak istotna staje się kwestia rozmów, budowania świadomości w zakresie specyfiki działania centrów danych i tłumaczenia jakie jest znaczenie takich obiektów. To ważne, bo istnieje pewien rozdźwięk pomiędzy naszą codzienną aktywnością cyfrową, a postrzeganiem centrów danych wyłącznie w kategorii zagrożenia, wysokiego zapotrzebowania na energię i wpływu środowiskowego. W praktyce to my wszyscy jako użytkownicy usług cyfrowych napędzamy rozwój centrów danych, potrzebujemy takiej infrastruktury i odpowiadamy za jej ślad węglowy.

Porównywanie Stanów Zjednoczonych i Europy jest zupełnie nieuzasadnione. To są dwa różne rynki. W USA inwestor może sobie pozwolić na znacznie więcej niż w Europie i nie mówię tego w pozytywnym kontekście. W Europie proces inwestycyjny jest mocno uregulowany i nie ma tu miejsca na żadną drogę na skróty.

Jakie znaczenie ma paliwo w kontekście centrów danych i czy rzeczywiście ma ono związek z ruchem kołowym?

Centra danych to obiekty projektowane z myślą o zachowaniu ciągłości działania w każdych warunkach. O ile więc centra danych przez zdecydowaną większość czasu pracują w oparciu o energię z sieci elektroenergetycznej, tak muszą mieć zapewnione zasilanie awaryjne na wypadek poważnego zdarzenia, takiego jak blackout, który w ubiegłym roku odczuła Hiszpania.

Powód jest prosty. Wszyscy, jako użytkownicy, oczekujemy, że usługi cyfrowe będą dostępne nawet podczas dużej awarii. W szczególności dotyczy to usług bankowych, a także tych udostępnianych przez administrację publiczną, choć na pewno chcielibyśmy mieć też możliwość skontaktowania się z bliskimi.
W niektórych krajach centra danych są już uznawane za infrastrukturę krytyczną, co oznacza, że mają gwarantować ciągłość działania także wtedy, gdy zawodzi podstawowa infrastruktura energetyczna. Dlatego centra danych projektuje się tak, aby dysponowały zapasem paliwa pozwalającym na pracę agregatów prądotwórczych zapewniających niezbędny poziom mocy przez minimum 24 godziny po całkowitym zaniku zasilania. Jeśli blackout trwa dłużej niż dobę, zapewniona musi być możliwość uzupełnienia zapasów paliwa bez przerywania pracy agregatów.

Jest to jednak logika działania infrastruktury krytycznej, a nie model codziennej eksploatacji. Na co dzień ani agregaty diesla nie pracują, ani paliwo nie jest zużywane, poza regularnymi, technicznymi testami urządzeń. Agregat w centrum danych to po prostu silnik, który musi być okresowo uruchamiany, żeby pozostał sprawny, a ostatecznie jest to kryzysowe, a nie stałe źródło zasilania. Tego rodzaju procedury są opisywane w dokumentacji środowiskowej: operator lub projektant określa, ile godzin rocznie urządzenie będzie pracować, a na tej podstawie liczy się emisje i ocenia, czy dana konfiguracja obiektu jest dopuszczalna.

Agregaty, podobnie jak systemy chłodzenia, generują hałas. Czy zatem centrum danych może być uciążliwe akustycznie dla otoczenia?

Źródła hałasu rzeczywiście istnieją w każdym centrum danych. Jednocześnie, każdy taki obiekt musi spełniać bardzo rygorystyczne normy, także w kontekście akustyki. Na granicy działki muszą być spełnione określone poziomy hałasu, a projektanci dobierają urządzenia i dodatkowe rozwiązania, takie jak ekrany akustyczne czy elementy wygłuszające, tak aby tych norm dotrzymać. Muszą to również udowodnić w procedurze środowiskowej.
Co ważne, wysokość dopuszczalnych poziomów hałasu zależy od klasyfikacji terenu, czyli od tego, czy mamy do czynienia z działką usługową, przemysłową czy inną. Szczegółowe warunki określa m.in. plan miejscowy. Dodatkowo, w okresie nocnym te kryteria hałasu są jeszcze bardziej wyśrubowane i projektant musi udowodnić, że zaproponowane rozwiązanie spełnia te kryteria, żeby móc uzyskać pozytywną decyzję środowiskową.

Z perspektywy zewnętrznego obserwatora, szczególnie na zdjęciach satelitarnych, widać, że na dachu centrum danych znajduje się masa radiatorów, wentylatorów i kominów. Taki sprzęt z natury wydaje się głośny, ale rolą projektanta jest właśnie takie zaprojektowanie całej tej infrastruktury, aby zminimalizować jej wpływ na otoczenie.

W kontekście wpływu środowiskowego centrów danych pojawia się też kwestia estetyki. Centrum danych faktycznie może być postrzegane jako obiekt po prostu nieładny. Czy wygląd takich inwestycji i ich wpływ na krajobraz podlegają kontroli na etapie wydania pozwolenia na budowę?

Tak. Jest to obszar do dyskusji, który może – i powinien – być podnoszony m.in. w konsultacjach społecznych związanych z pozwoleniem na budowę. Choć centrum danych to w praktyce budynek przemysłowy, gdzie funkcja zwykle dominuje nad estetyką, to znam wiele przykładów bardzo atrakcyjnych architektonicznie centrów danych, które doskonale wpisują się w lokalną architekturę.

W praktyce wiele zależy jednak od lokalizacji. Jeśli obiekt powstaje w strefie przemysłowej, to jego wygląd zwykle ma mniejsze znaczenie. Jeśli jednak znajduje się w miejscu bardziej eksponowanym, to zarówno architekt, jak i inwestor częściej przykładają wagę do formy budynku, a sam proces pozwolenia na budowę przewiduje element konsultacji społecznych.

Powiedzmy zatem więcej na temat konsultacji społecznych dotyczących budowy centrów danych – kto i na jakich zasadach może w nich uczestniczyć?

To faktycznie ciekawy wątek, który weryfikowałem osobiście, bo znam argument mówiący o tym, że sąsiedzi nie mają nic do powiedzenia, jeśli chodzi o tego typu inwestycje. Zgodnie z polskim prawem głos w takich konsultacjach mają bezpośredni sąsiedzi inwestycji, na których będzie ona mieć realny wpływ. Ich opinia jest brana pod uwagę zarówno w procedurze środowiskowej, jak i w procesie uzyskiwania pozwolenia na budowę. Nie jest zatem tak, że do takich konsultacji dopuszczeni są wszyscy potencjalnie zainteresowani.

W praktyce oznacza to, że o planowanej inwestycji oraz jej parametrach informowane są osoby i podmioty objęte strefą oddziaływania przyszłego data center. Może więc zdarzyć się sytuacja, w której ktoś mieszka dwie działki dalej, dowiaduje się o inwestycji od sąsiada i ma poczucie, że nikt z nim nie rozmawia. Decydujące znaczenie ma tu kwestia właściwego określenia strefy wpływu inwestycji, która również jest częścią procesu projektowego. W konsultacjach uczestniczą ci sąsiedzi, którzy znajdują się w tym obszarze oddziaływania nowoprojektowanego obiektu.

Odwróćmy teraz perspektywę. Jakie korzyści centra danych mogą przynieść lokalnym społecznościom?

Mówimy tu o bardzo różnych kwestiach – od lokalnych inwestycji, po inicjatywy społeczne. Moim zdaniem jednak największy potencjał ma możliwość wykorzystania ciepła odpadowego z centrów danych. Serwery i całe centra danych są tak naprawdę ogromnymi grzałkami. Proces przetwarzania danych generuje ciepło, które może być oddawane do atmosfery albo wykorzystane i we współpracy z lokalną siecią ciepłowniczą udostępniane sąsiadom.
Komisja Europejska już wyraźnie wskazuje ten kierunek, a w niektórych krajach, jak Niemcy, wykorzystanie ciepła odpadowego stało się przedmiotem obowiązków regulacyjnych. W Polsce jest to szczególnie interesujące, bo mamy bardzo rozległą sieć ciepłowniczą, drugą co do wielkości w Europie. To oznacza, że w wielu miejscach, gdzie buduje się centra danych, istnieje realna możliwość podłączenia do sieci ciepłowniczej. Jednocześnie operatorzy tych sieci są zobowiązani do dekarbonizacji swojej działalności, więc poszukują alternatywnych źródeł ciepła. Centra danych naturalnie wpisują się w ten kierunek.

Poza tym operatorzy centrów danych coraz częściej chcą być postrzegani jako tzw. dobrzy sąsiedzi. Rozumieją, że mogą budzić emocje, dlatego angażują się w różnego rodzaju inicjatywy wspierające lokalne społeczności. Znam przykłady budowy dróg dojazdowych, chodników, a nawet innych działań infrastrukturalnych czy społecznych, które nie były bezpośrednio związane z samym centrum danych, ale stanowiły wkład inwestora w rozwój otoczenia.

Czy centra danych są obiektami istotnymi z punktu widzenia dochodów gmin?

Nie znam szczegółów wszystkich mechanizmów podatkowych i nie chcę konfabulować. Na pewno jednak centra danych są dużymi obiektami przemysłowymi o wysokiej wartości, więc choćby sam podatek od nieruchomości oznacza istotne wpływy dla samorządów. Znam też gminy i całe regiony, które aktywnie starają się przyciągać tego typu inwestycje. Można więc zakładać, że dostrzegają w tym również wymiar gospodarczy i budżetowy.

Wiele z tych napięć wydaje się wynikać z emocji i niedostatku informacji. Jak ważna jest zatem komunikacja między operatorem data center, a lokalnymi społecznościami?

Moim zdaniem to jest kwestia absolutnie kluczowa. Cały proces inwestycyjny powinien być prowadzony możliwie otwarcie – na tyle, na ile pozwalają warunki konkurencyjne, a inwestor powinien być partnerem dla społeczności, a nie jej przeciwnikiem. Już samo wysłuchanie obaw i rzetelne ich zaadresowanie może znacząco zmniejszyć obawy przed sąsiedztwem z centrum danych. Znam wiele projektów, w których taka komunikacja od początku była otwarta i partnerska, i wtedy protestów nie było albo ich skala była niewielka.

Oczywiście można też wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś po prostu nie chce dużego obiektu za swoim płotem, niezależnie od tego, czy to centrum danych, czy jakakolwiek inna hala przemysłowa. Wtedy protest może się pojawić niezależnie od jakości komunikacji.

W jaki sposób PLDCA angażuje się w działania na styku operatorów, samorządów i lokalnych społeczności?

Nasza rola jest jasno zdefiniowana. Jako PLDCA reprezentujemy cały sektor centrów danych, więc mamy przede wszystkim misję edukacyjną. Staramy się tłumaczyć, czym są centra danych, do czego służą i jakie kwestie wiążą się z projektowaniem oraz budową tego typu obiektów. Działamy na poziomie ogólnym i współpracujemy z administracją publiczną, zarówno centralną, jak i lokalną.

Jako związek nie wchodzimy natomiast w relacje dotyczące konkretnych inwestycji. Dyskusja między inwestorem danego projektu a sąsiadami tej inwestycji należy do odpowiedzialności samego inwestora. My jesteśmy partnerem dla administracji i zajmujemy się edukacją na poziomie całego sektora, ale nie jesteśmy stroną w konkretnych postępowaniach inwestycyjnych.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *