Planowane zmiany w uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy budzą rosnące obawy firm - zwłaszcza w sektorze IT. Eksperci wskazują, że ograniczenie modelu B2B może podnieść koszty projektów i osłabić konkurencyjność Polski na globalnym rynku usług technologicznych. Pracodawcy coraz uważniej przyglądają się planowanej reformie PIP, obawiając się jej wpływu na modele zatrudnienia – szczególnie w kontekście umów B2B i zleceń. Wzrost liczby skarg do inspekcji pokazuje jednocześnie, że sami pracownicy nie zawsze mają pewność co do prawidłowości swojej formy współpracy. Największe konsekwencje mogą dotknąć branżę IT, gdzie elastyczne modele zatrudnienia są standardem. Jak wskazuje Anita Dąbrowska, członek zarządu IT LeasingTeam Group, problem nie sprowadza się wyłącznie do zmiany formy umowy, ale do globalnej konkurencyjności rynku: „Jeżeli firmy uznają, że rośnie ryzyko ograniczenia i kontroli form zatrudnienia, część projektów będzie lokowana poza Polską - szczególnie, że wiele podmiotów rozwijających software w Polsce to oddziały zagranicznych firm. To uderza w konkurencyjność kosztową polskiego IT. Branża w dużej mierze działa w modelu B2B nie dlatego, że firmy „omijają etaty”, tylko dlatego, że muszą utrzymać konkurencyjność cenową wobec rynków m.in. Rumunii i Indii. Polska już dziś staje się mniej atrakcyjna kosztowo dla części inwestorów, a dodatkowa presja regulacyjna może ten trend przyspieszyć" - uważa ekspertka. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest mobilność specjalistów IT. Przy rosnących kosztach i większej sztywności współpracy, część ekspertów może zdecydować się na pracę dla zagranicznych podmiotów, zachowując elastyczność i atrakcyjniejsze warunki. Między ochroną pracowników a ryzykiem nadregulacji Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt reformy PIP z 4 lutego 2026 roku, rozpoczynając tym samym dalszy proces legislacyjny - dokument trafi teraz pod obrady Sejmu, następnie Senatu, a finalnie będzie wymagał podpisu Prezydenta. Reforma ta niesie zarówno zagrożenia, jak i potencjalne korzyści. Kluczowe będzie więc jej praktyczne wdrożenie. "Reforma PIP w tym kształcie nie musi prowadzić do opłakanych skutków, jeśli faktycznie będzie stosowana do wyłapania sytuacji, w których są naruszane prawa pracownika przez zatrudnienie na umowy cywilnoprawne. Sensowne co do zasady mogą okazać się zalecenia wydawane przez inspektora. Zlecenia czy kontrakty B2B bywają w Polsce nadużywane, więc możliwe, że rozwiązania proponowane przez inspektorów będą dla pracodawców wsparciem w organizacji warunków i zakresu współpracy. Jednak będzie to wymagało uwzględnienia wszystkich okoliczności danego przypadku, w tym poszanowania woli zarówno zleceniobiorcy, jak i zleceniodawcy. Nie zawsze zlecenie czy B2B jest narzucone pracownikowi, wymuszone. Często jest to forma współpracy preferowana także przez zatrudnionych" - komentuje Anna Wiluś–Antoniuk, radczyni prawna, dyrektor działu prawnego LeasingTeam Group. Projekt przewiduje m.in. możliwość wydawania przez PIP interpretacji, które mogą zwiększyć pewność prawną po stronie firm i pracowników. Jednocześnie pozostają wątpliwości dotyczące długości kontroli oraz wydolności instytucji - zarówno PIP, jak i sądów pracy. Kontrowersje budzi również planowane wykorzystanie danych z PIP, ZUS i KAS do automatycznego typowania firm do kontroli. Choć narzędzie to może zwiększyć skuteczność nadzoru, pojawiają się pytania o granice ingerencji państwa i ryzyko nadmiernej inwigilacji przedsiębiorców. Na obecnym etapie firmy koncentrują się głównie na analizie ryzyka i przygotowaniu do zmian, a nie na radykalnej przebudowie modeli zatrudnienia. Kierunek reformy pozostaje jednak kluczowy - od jego ostatecznego kształtu zależy, czy Polska utrzyma swoją pozycję jako konkurencyjny hub usług IT.