RynekPolecane tematy
Jak w Polsce zbudować silny rynek venture capital
Z Tomaszem Misiakiem, przedsiębiorcą, założycielem funduszu inwestycyjnego Mizyak Fund, zasiadającym w Radach Nadzorczych m.in. Stermedia.ai i Euvic, rozmawiam o: tym, dlaczego Polska przegrywa wyścig o AI; dwóch „bańkach” R&D – biznesu i nauki; budowie środowiska, w którym inwestowanie w innowacje jest po prostu atrakcyjne finansowo; inicjatywie przedsiębiorców Innovate Poland i tym, co możemy skopiować z Francji, Indii czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Czy w Polsce są fundusze na innowacje, innowacyjne projekty, czy ich nie ma? Pytam, bo przeczytałem kolejny tekst, w którym naukowcy – tym razem od biotechnologii – narzekają na zmiany w finansowaniu ich projektów w ramach programów realizowanych przez Polski Fundusz Rozwoju.
Z informacji o planowanych wydatkach na rozwój technologii najczęściej przebijają się komunikaty dotyczące uniwersytetów i to budzi we mnie nie tyle sprzeciw, co poczucie absurdu. Polska od dawna nie potrafi wyciągać z uczelni rozwiązań naukowych i skutecznie ich komercjalizować. Nie mamy zbudowanej „technologii współpracy” nauki z biznesem. Od roku trwa praca w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego dotycząca rekomendacji w tym zakresie, ale nie zaproszono do niej najważniejszego odbiorcy – biznesu.
Efekt obecnych inwestycji w Fabryki AI będzie więc taki, że zbudujemy kilka akademickich ośrodków z superkomputerami, które będą służyć głównie badaniom, a biznes w żaden istotny sposób na tym nie skorzysta, nie ma na to wystarczających mocy przerobowych.
Brakuje strategii rozwoju infrastruktury AI w Polsce. Największa inwestycja prywatna to projekt Sebastiana Kulczyka w Beyond.pl ok. 100 mln zł. Szacunek dla niego za podjęcie ryzyka, ale na tle USA, a nawet naszych sąsiadów z Niemiec, czy Francji to jest „kropla w morzu”. Tam idą miliardy na budowę tego najważniejszego aktywa przyszłości.
Pokazaliśmy decydentom m.in. Plan Philippe’a Tibiego we Francji. Pan Minister Andrzej Domański podjął rękawicę i powstał Innovate Poland fundusz inwestycyjny z środkami dużych spółek, Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, PFR. Zaczyna działać jako „fundusz funduszy”, ale ze znacznie większą determinacją we wspieraniu prywatnych VC i PE. Już teraz zadeklarowana w nim kwota to 4 mld zł.
Dlaczego u nas nie ma inwestycji. Brakuje dostępu do energii, ceny prądu są wyższe niż w innych krajach, brakuje też zainteresowania rządu wsparciem tej dziedziny gospodarki. Niemcy wprowadziły specjalne taryfy, wspierają firmy zleceniami. Francja ma strategie rozwoju Fabryk AI korzystając z energetyki jądrowej. Tam powstają gigantyczne projekty, u nas na razie o nich niewiele słychać.
Znam projekt na Śląsku, gdzie jest inwestor, międzynarodowy kapitał i możliwość zbudowania Fabryki AI o mocy 200 MW. Tymczasem od kilkunastu miesięcy inwestor nie może dostać zgody na moc odpowiednią do inwestycji mimo istniejącej infrastruktury.
Minister Dariusz Standerski wciąż walczy o Baltic AI GigaFactory.
Ten projekt mam wrażanie jest już nieaktualny. Kilkukrotnie zmieniały się jego warunki. Prywatni inwestorzy, którzy byli zainteresowani niestety nie otrzymali konkretnych propozycji jak projekt mogły wyglądać na linii współpracy z państwem. Spora inercja pojawiała się też na poziomie Komisji Europejskiej.
Uważam, że Ministerstwo Cyfryzacji powinno postawić na projekty prywatne. Wyzwaniem dla całego świata AI jest dziś dostęp do mocy energetycznej i cena energii. Są inwestorzy, są projekty dajmy im wsparcie, rząd powinien stworzyć rozwiązania wspomagające rozwój infrastruktury AI z poważnych, strategicznych powodów.
Mamy bardzo wiele spółek, które nie doszły do „etapu ElevenLabs”, nie dlatego, że miały zły produkt czy słabych założycieli, tylko dlatego, że w Polsce brakuje kapitału wysokiego ryzyka, a zarządzający funduszami panicznie boją się strat na pojedynczych inwestycjach. Tymczasem w venture capital to powinno być normą, że część projektów się nie udaje.
Korzystajmy z doświadczeń operatorów takich centrów. Jednym z nich jest mój znajomy Darshan Hiranandani, założyciel Yotta Infrastructure Solutions w Indiach. Ma on ponad 50% tamtejszego rynku AI Factories. Zainwestował w nie ponad 1,5 mld USD. Taki sprzęt musi się amortyzować w 5–6 lat. Postęp w tej dziedzinie jest tak szybki, że po tym okresie infrastruktura staje się technologicznie przestarzała.
Jeżeli więc wydajemy 5 mld zł na AI GigaFactory, to oznacza konieczność wygenerowania co najmniej 50 mln zł przychodu miesięcznie. Tylko wówczas taki projekt się finansowo „spina”. To nie jest łatwe do uzyskania wyłącznie z polskiego rynku prywatnego, szczególnie że podobne usługi można w innych krajach europejskich czy w chmurach hyperscalerów.
Pierwsze, duże zamówienia na Fabryki AI będą musiały wyjść od państwa. Tak jest np. w Indiach. Yotta jest głównym partnerem rządu hinduskiego. Instytucje takie jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowy Fundusz Zdrowia i inni giganci to naturalni klienci wielkich centrów danych AI.
Strategiczne posiadanie własnych centrów danych i własnego, dużego modelu językowego, czy fizycznego AI to przyszłość suwerenności. Dziś mówi się o tym, że AI jest jak powietrze – każdy jej używa, ale niewielu sobie z tego zdaje sprawę. Za chwilę systemy AI będą sterować autonomicznym transportem, ruchem publicznym, procesami budżetowania, weryfikacji i kontroli w administracji. Nie mówiąc o autonomicznych samochodach, robotach humanoidalnych, czy całym sektorem obrony. Jeśli cała ta warstwa będzie oparta na technologiach i infrastrukturze kontrolowanej przez zagraniczne firmy, utracimy cyfrową niezależność. Mówimy przy tym nie o perspektywie 30 lat, ale 5–6 lat.
Polska od dawna nie potrafi wyciągać z uczelni rozwiązań naukowych i skutecznie ich komercjalizować. Nie mamy zbudowanej „technologii współpracy” nauki z biznesem. Od roku trwa praca w ministerstwie nauki dotycząca rekomendacji w tym zakresie, ale nie zaproszono do niej najważniejszego odbiorcy czyli biznesu.
Technologia rozwija się wykładniczo. Przykładowo rząd, co zrozumiałe w kontekście wojny w Ukrainie, skupia się niemal wyłącznie na dużych, tradycyjnych wydatkach zbrojeniowych: czołgi, samoloty, rakiety. Tyle że już dziś widać, że wojny wygrywają roje dronów sterowanych systemami AI, a nie liczba czołgów, które można zniszczyć jednym, relatywnie tanim dronem. Czy tymi dronami ma sterować w przyszłości amerykańskie AI? Ostatnia postawa Prezydenta Donalda Trumpa w ramach NATO powinna dać do myślenia.
Jest Pan w Grupie Sprawdzamy. Jednym z postulatów jest to, aby inwestycje kapitałowe w startupy nie były opodatkowane, aby można je było odpisywać od podatku.
To jeden z wielu punktów. W ramach „Sprawdzamy” mamy blisko 300 różnych postulatów podatkowych i regulacyjnych. Całość jest opisania na stronie sprawdzamy.com. Każdy może przeczytać i zagłosować na ważne dla siebie zmiany – od postulatów stricte biznesowych po społeczne.
Pierwsza faza Sprawdzamy odniosła niezwykle pozytywne skutki, ponad 150 realnie wprowadzonych zmian prawnych, usuwających absurdy, czy wprowadzających tak ważne punkty, jak domniemanie niewinności podatnika. Brak papierowych PIT też zawdzięczamy tej inicjatywie. Dlatego przedsiębiorcy zdecydowali się na kontynuowanie tej akcji i kolejne 180 zmian w procesie.
Powołaliśmy do życia Think Tank The Company, którego rolą będzie stała ekspercka obecność w budowaniu polskiego prawa i gospodarki – wspólnie z organizacjami pracodawców i rządzącymi. Widoczny, potencjalny kolejny sukces to negocjowanie ugód podatkowych. Jednym z wyzwań jaki chcemy podjąć jest zwiększenie polskich inwestycji prywatnych.
Gdyby wprowadzić prawo pozwalające firmom przeznaczać np. 5–10% zysku netto na inwestycje w innowacyjne fundusze venture capital – z możliwością odliczenia tego od podstawy opodatkowania – to w krótkim czasie powstałby ogromny rynek VC wart nawet 1-2 mld USD.
Jak zachęcić do nich przedsiębiorców?
Jeśli chodzi o innowacje i rynek venture capital, pokazaliśmy decydentom m.in. Plan Philippe’a Tibiego we Francji. Jest to dowód, że da się zbudować silny rynek venture capital w krótkim czasie. Philippe Tibi zaproponował zestaw zachęt podatkowych i technologicznych oraz zestaw działań systemowych. Po pierwsze było to stworzenie „trójkąta innowacji” łączącego uniwersytety, wojsko i startupy, który dostał duże publiczne środki na inwestowanie w nowe firmy.
Dodatkowo zapewniono zachęty dla francuskich spółek do globalizacji oraz środki na ich ekspansję międzynarodową. Radykalnie skrócono też procesy grantowe – z typowych kilkunastu miesięcy do 30 dni w przypadku startupów. To ostatnie jest najbardziej kluczowe!
Dziś, gdy przychodzi do nas utalentowany zespół i pytamy, czy składał wniosek grantowy, często słyszymy – Nie, bo to trwa 9-10 miesięcy. My tyle nie przetrwamy. Potrzebujemy środków natychmiast. Gdy proces trwa 30 dni, dynamika jest zupełnie inna. Jest pomysł, wniosek, grant i zespół może pracować.
Pan Minister Andrzej Domański podjął rękawicę i powstał Innovate Poland fundusz inwestycyjny z środkami dużych spółek, Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, PFR. Zaczyna działać jako „fundusz funduszy”, ale ze znacznie większą determinacją we wspieraniu prywatnych VC i PE. Już teraz zadeklarowana w nim kwota to 4 mld zł.
Jeżeli właścicielem technologii jest uczelnia jako instytucja, to w praktyce „nikt” nie czuje się właścicielem. Gdyby wprowadzić zasadę, że właścicielem IP jest przede wszystkim twórca – profesor, doktorant, zespół badawczy – a uczelnia ma np. 50% udziału, pojawiłaby się silna motywacja do komercjalizacji.
Co najważniejsze może uzupełnić lukę w kapitale prywatnym ponieważ środki w nim pochodzą w większej części z podmiotów gospodarczych, a nie instytucji. Biznes wiąże duże nadzieje z tą inicjatywą. Być może mamy w miejsce planu Tibiego nasz, polski plan Andrzeja Domańskiego. Jednak. To dopiero początek drogi, liczymy tu na konsekwencje w realizacji założeń. Szczególnie w koordynacji grantów, kapitałów, instytucji i funduszy.
We Francji efekty Planu Tibiego są bardzo konkretne: ok. 10 nowych jednorożców (spółek wycenianych powyżej 1 mld USD – przyp. red.), 5 nowych funduszy VC po ponad 500 mln USD każdy, 20 proc. wzrost „intensywności innowacji” w PKB i ponad 1000 wdrożeń rozwiązań AI w sektorze publicznym. Zwróćmy uwagę szczególnie na te 1000 wdrożeń w administracji. Oznacza to, że sektor publiczny zleca projekty firmom, daje im granty i zamówienia, a firmy budują konkretne systemy.
To wszystko da się zrobić, jeśli ktoś się tym profesjonalnie i konsekwentnie zajmie.
Wspominał Pan, że samochód można odpisać w koszty, a inwestycji w startup – nie?
Tak, to bardzo dobrze pokazuje naszą logikę podatkową. Firma, która inwestuje w Polsce w startup, de facto opodatkowuje swoje inwestycje. We Francji te środki są możliwe do odpisania od podatku, podobnie jak koszty prac badawczo-rozwojowych wewnątrz firmy.
Polska osiągnęła ogromny sukces gospodarczy. Jesteśmy drugim najszybciej rosnącym krajem świata w ostatnich 20–25 latach (po Chinach – przyp. red.), ale ten sukces opierał się głównie na pracy, konsumpcji i inwestycjach odtworzeniowych, a nie na innowacjach technologicznych, wchodzimy w tzw hyper cycle związany AI tu nie ma czasu na pozostawanie w tyle.
Jeśli przedsiębiorstwo zatrudniłoby naukowców, profesorów czy zewnętrzne firmy B+R, to te wydatki w naturalny sposób zaliczyłoby w koszty i odpisywało od podatku. To jest logiczne. Jest to inwestycja w rozwój. Jeśli te same środki wkłada w zewnętrzny startup, nagle są one traktowane inaczej i obciążone podatkiem.
Kolejny paradoks, polskie prawo podatkowe mówi, że jeśli firma ma powyżej 3 mln zł kosztów odsetkowych z kredytu bankowego, i jednocześnie przekraczają one 30% jej EBITDA, to od nadwyżki płaci podatek dochodowy! Czyli przedsiębiorca zaciąga kredyt na inwestycję, ponosi koszty odsetek i… od tych odsetek płaci podatek dochodowy. To jest kompletnie sprzeczne z logiką wspierania inwestycji.
Tego typu absurdów w Polsce jest mnóstwo. Największym problemem jest jednak mentalność urzędników, którzy często patrzą na gospodarkę jak księgowy, a nie jak dyrektor finansowy – koncentruje się na krótkoterminowej ochronie wpływów, a nie na długoterminowym wzroście bazy podatkowej.
Efekt jest taki, że blokując inwestycje i nie tworząc mechanizmów pobudzających gospodarkę, po 2–3 latach będziemy w tyle za krajami, które w technologię inwestują.
Jest gorzej niż było?
Tak, jest gorzej. Szczególnie w zakresie inwestycji prywatnych. Tu niestety jesteśmy w ogonie Europy. Jak wiadomo środki inwestycyjne publiczne wcześniej czy później się kończą. Kolejna perspektywa Unii nie będzie już dla nas tak hojna.
Mam wrażanie, że projekt Baltic AI Gigafactory jest już nieaktualny. Ministerstwo Cyfryzacji powinno postawić na projekty prywatne. Wyzwaniem dla całego świata AI jest dziś dostęp do mocy energetycznej i cena energii. Są inwestorzy, są projekty dajmy im wsparcie, rząd powinien stworzyć rozwiązania wspomagające rozwój infrastruktury AI z poważnych, strategicznych powodów.
Pracodawcy RP stworzyli raport na temat inwestycji w Polsce, opisano w nim bariery, zaproponowano rozwiązania. Rząd powinien użyć tj. wiedzy i wprowadzić proponowane zmiany. Jest tam wiele rozwiązań i trafne diagnozy. Przykład, mamy duży problem z tzw. kapitałem prywatnym w funduszach VC czy PE. Prawo zakłada się, że prywatny inwestor musi dokładać ok. 30% do środków publicznych w funduszu, ale nie towarzyszą temu realne zachęty podatkowe czy regulacyjne. Tymczasem te 20–30% kapitału prywatnego zostało opodatkowane, zanim w ogóle trafiło do funduszu.
Gdyby pozwolić firmom odpisać nawet częściowo inwestycje w start-up’y od podstawy opodatkowania, to nawet z czysto fiskalnego punktu widzenia państwo by na tym nie straciło. Pieniądze wracają w podatkach od zatrudnienia, VAT czy CIT spółek portfelowych.
Ja sam jestem zaangażowany jako Venture Partner i LP w fundusz Montis VC. Nasz fundusz dostał środki m.in. z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego i PFR. To fundusz celujący w 100 mln euro, skoncentrowany na szeroko rozumianym ecotech, transformacji energetycznej i przemysłowej – m.in. poprzez AI i nowe technologie. Jesteśmy na etapie zbierania kapitału prywatnego i widzimy, jak wielkim wyzwaniem jest przekonanie inwestorów do 10-letniego horyzontu inwestycyjnego bez zachęt systemowych.
Czy problemy z dostępem do funduszy i brak zachęt dla prywatnego kapitału to powód, dla którego takie polskie „perełki”, jak ElevenLabs, muszą się rejestrować zagranicą i tam szukać funduszy na rozwój?
Większość, potencjalnych „perełek” w ogóle nie dochodzi do tego etapu! Ten pierwszy, najbardziej ryzykowny kapitał bardzo często musi pochodzić z lokalnego rynku i tutaj mamy ogromną lukę. ElevenLabs miało wyjątkowe szczęście: trafiło na polskich Business Angels, a potem inwestorów zagranicznych. Ale i tak musiało wyprowadzić się z Polski i oprzeć na amerykańskiej infrastrukturze prawno-finansowej.
Za chwilę systemy AI będą sterować autonomicznym transportem, ruchem publicznym, procesami budżetowania, weryfikacji i kontroli w administracji. Nie mówiąc o autonomicznych samochodach, robotach humanoidalnych, czy całym sektorem obrony. Jeśli cała ta warstwa będzie oparta na technologiach i infrastrukturze kontrolowanej przez zagraniczne firmy, utracimy cyfrową niezależność.
To przykład nie tylko ElevenLabs. Podobne historie dotyczą innych spółek technologicznych, w tym medycznych czy biotechnologicznych. Rynek amerykański jest naturalną mekką dla startupów, bo kto osiągnie sukces w USA, ma szansę rządzić światem.
Jak często powtarza Stefan Batory, założyciel Booksy – „Nie ma sensu obrażać się na to, że założyciele idą na największy rynek. Pytanie brzmi: kto jest ostatecznym właścicielem tych sukcesów i jak długo udaje się utrzymać istotny udział polskiego kapitału?”
Obawiam się, że mamy bardzo wiele spółek, które nie doszły do „etapu ElevenLabs”, nie dlatego, że miały zły produkt czy słabych założycieli, tylko dlatego, że w Polsce brakuje kapitału wysokiego ryzyka, a zarządzający funduszami panicznie boją się strat na pojedynczych inwestycjach. Tymczasem w venture capital to powinno być normą, że część projektów się nie udaje. Na tym polega idea funduszy wysokiego ryzyka.
Nie chodzi o to, aby konkurować z USA – ten rynek jest potężny – ale chociaż o to, by doszusować do poziomu Francji. To nie jest ani technicznie trudne, ani wyjątkowo skomplikowane. Mamy gotową „instrukcję obsługi” w postaci kilku punktów legislacyjnych, które mogłyby dramatycznie zwiększyć poziom inwestycji.
A co ze spółkami Skarbu Państwa, które nie mogą dziś inwestować w fundusze VC?
Dokładnie tak! To jeden z kluczowych postulatów. Spółki Skarbu Państwa rozdają pieniądze różnym fundacjom – kiedyś „narodowym” – ale nie mogą formalnie inwestować w fundusze venture capital. A przecież to też mogłyby być środki traktowane jako „niepaństwowe”, bo ulokowane w spółkach prawa handlowego, które z natury inwestują komercyjnie.
Rząd, co zrozumiałe w kontekście wojny w Ukrainie, skupia się niemal wyłącznie na dużych, tradycyjnych wydatkach zbrojeniowych: czołgi, samoloty, rakiety. Tyle że już dziś widać, że wojny wygrywają roje dronów sterowanych systemami AI, a nie liczba czołgów, które można zniszczyć jednym, relatywnie tanim dronem.
To samo dotyczy dużych korporacji prywatnych – jak banki czy ubezpieczyciele – które tworzą własne fundusze corporate venture. Ale świat od dawna pokazał, że efektywność takich wewnętrznych funduszy z reguły jest mniejsza niż efektywność wyspecjalizowanych, niezależnych VC. Gdybyśmy mieli w Polsce 100 mocnych prywatnych teamów VC, działających stabilnie, to byłby lepszy ekosystem niż 20 dużych, państwowych wehikułów.
Korporacje – publiczne i prywatne – powinny mieć możliwość i zachęty, aby część kapitału powierzać najlepszym, zewnętrznym funduszom. Dziś zamiast systemowej polityki mamy pojedyncze inicjatywy, często obarczone ogromną biurokracją i niewielką skalą.
Co z prywatnymi przedsiębiorcami – takimi jak Rafał Brzoska, Sebastian Kulczyk? Na ile oni inwestują w technologie?
Rafał Brzoska jest udziałowcem kilku funduszy venture capital. Rozumie, że wspieranie technologii przez VC to nie tylko „patriotyzm gospodarczy”, ale też racjonalna inwestycja. Podobnie inni, duzi przedsiębiorcy angażują się kapitałowo w nowe projekty.
Problem polega na tym, że cały czas odwołujemy się do tego, że przedsiębiorcy powinni być „świadomi” i „misyjni”. To nie jest dobra filozofia budowania systemu. Przedsiębiorca nie jest od tego, aby być misjonarzem. Od misji jest premier i rząd. Przedsiębiorca jest od tego, aby zarabiać pieniądze i budować wartość ekonomiczną. Rolą państwa jest stworzenie takiego środowiska, w którym inwestowanie w innowacje – np. przez fundusze VC – jest po prostu atrakcyjne finansowo.
Philippe Tibi zaproponował we Francji zestaw zachęt podatkowych i technologicznych oraz zestaw działań systemowych. Po pierwsze było to stworzenie „trójkąta innowacji” łączącego uniwersytety, wojsko i startupy, który dostał duże publiczne środki na inwestowanie w nowe firmy.
Gdyby wprowadzić prawo pozwalające firmom przeznaczać np. 5–10% zysku netto na inwestycje w innowacyjne fundusze venture capital – z możliwością odliczenia tego od podstawy opodatkowania – to w krótkim czasie powstałby ogromny rynek VC. Jeśli pięć dużych funduszy po 500 mln USD może działać we Francji, to w Polsce – przy odpowiednich regulacjach – też możemy zbudować podobną skalę.
Kto w Polsce inwestuje w innowacje?
Jest kilka świetnych przykładów. W sektorze medycznym Małgorzata Adamkiewicz z Adamed. Za to zresztą niedawno odebrała tytuł Przedsiębiorcy Roku EY w Polsce. Była też blisko globalnego finału. Jest Robert Dobrzycki, lider rynku nieruchomości magazynowych, inwestuje w projekty technologiczne związane z tym właśnie sektorem.
W branży IT bardzo pozytywnie wyróżnia się Wojtek Wolny z Euvic. Jest to dziś prawdopodobnie największa, polska prywatna firma IT – z zastrzeżeniem, że giełdowa, ale niezależna od funduszy, z prywatnymi osobami jako akcjonariusze – która buduje cyfrowe kompetencje, kupuje spółki w Ukrainie, USA i innych krajach. Euvic współpracuje z PFR przy przejęciach międzynarodowych aktywów, korzystając z programów finansowania tego typu transakcji.
Mimo tych dobrych przykładów, wciąż brakuje nam „nogi technologicznej” na poziomie całej gospodarki. Polska osiągnęła ogromny sukces gospodarczy. Jesteśmy drugim najszybciej rosnącym krajem świata w ostatnich 20–25 latach (po Chinach – przyp. red.), ale ten sukces opierał się głównie na pracy, konsumpcji i inwestycjach odtworzeniowych, a nie na innowacjach technologicznych, wchodzimy w tzw hyper cycle związany AI tu nie ma czasu na pozostawanie w tyle.
W latach 90-tych XX wieku startowaliśmy z poziomu Iranu.
Kiedy Lech Wałęsa żartował, że będziemy drugą Japonią, wielu traktowało to jako anegdotę. Tymczasem w statystyce PKB per capita, uwzględniając parytet siły nabywczej, faktycznie doszliśmy mniej więcej do poziomu Japonii.
Trzeba jednak pamiętać, że statystyka ma ograniczenia. Do realnego bogactwa Japonii jest nam bardzo daleko – Japończycy są od nas 10–11 razy bogatsi, jeśli popatrzymy na wartość majątku na mieszkańca, a nie tylko na przepływy w PKB.
To, co się wydarzyło w Polsce przez 30 lat, jest ogromnym sukcesem, ale pytanie brzmi: co zrobić, aby kolejne 30 lat też było sukcesem? I tu wracamy systemu wsparcia innowacji oraz do sztucznej inteligencji. Bez tego nie utrzymamy tempa doganiania Zachodu.
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich powołano stanowisko ministra ds. AI.
Jest minister ds. AI na poziomie rządu, ale też każde, duże miasto ma własnego „Head of AI”. Miałem okazję uczestniczyć wykładzie młodego szejka z rodziny królewskiej, który opowiadał, jak patrzą na technologie.
Powiedział rzecz bardzo ciekawą! Najgorszym okresem w dziejach ich regionu był moment, w którym elity pominęły technologię druku Gutenberga. Uznano wtedy, że powszechny druk doprowadzi do rozprzestrzeniania „fałszywej wiedzy” – nazwijmy to dzisiejszym językiem „fake newsów”. W efekcie, przez ponad 300 lat region popadł w „ciemny okres”, cofając się w rozwoju względem Europy i później USA.
Dziś wyciągnęli z tego lekcję i mówią wprost: każdą nową technologię chcą adoptować jako pierwsi. Budują ogromne fundusze na wspieranie AI, inwestują w to gigantyczne środki publiczne.
Często w Polsce słyszę: „Emiraty mogą, bo mają ropę i gaz”. Tylko że jeśli spojrzymy na liczby bezwzględne, Polska ma PKB ok. 1000 mld USD, a ZEA ok. 500 mld USD. Nominalnie nasza gospodarka jest ok. 2 razy większa. To my mówimy, że „oni mają pieniądze”, a „my nie mamy”, i jednocześnie akceptujemy bardzo niski poziom inwestycji w stosunku do PKB – ok. 18%, gdy powinniśmy być powyżej 20%!
Nasz PKB napędza głównie konsumpcja – rosną płace, minimalne wynagrodzenie, środki wysyłane przez emigrantów, wszystko to nakręca popyt. Ale inwestycje są za niskie i w długim okresie oznacza to utratę konkurencyjności.
Polska ma narodowych czempionów – np. Orlen z miliardowymi zyskami. Dlaczego oni nie inwestują w coś naprawdę przełomowego, np. SMR-y?
Orlen – jak każda duża spółka – z definicji powinien inwestować w innowacje. Problem w tym, że dziś nikt nie daje mu systemowej „nagrody” za inwestowanie w fundusze venture capital czy przełomowe technologie.
Tymczasem AI i energetyka są ze sobą organicznie powiązane – koszty zasilania centrów danych są ogromne. Dlatego Microsoft i Google inwestują w elektrownie jądrowe, w tym reaktory SMR. My również powinniśmy natychmiast zająć się budową SMR-ów w Polsce – nie tylko z powodów energetycznych, ale właśnie po to, aby mieć tanią, stabilną energię dla krajowej infrastruktury AI.
Michał Sołowow od kilku lat nie może się przebić ze startem inwestycji w SMR mimo ogromnego zaangażowania kapitału i międzynarodowych parterów – GE czy Hitachi.
Na czym polega wspomniany wcześniej problem ze współpracą biznesu z uczelniami? Kiedyś chciałem zrobić wspólny projekt z uczelnią i usłyszałem, że uczelnie nie dowożą…
To, co pan usłyszał, jest niestety powszechną opinią w biznesie: z polskimi uczelniami współpracuje się trudno. Rozmawiałem niedawno z osobą, która koordynuje system transferu technologii z uczelni do gospodarki i wskazała jeden kluczowy problem: własność intelektualna. W obecnym systemie łatwiej jest znaleźć 100 powodów, aby nic nie zrobić, niż wziąć odpowiedzialność za rozwój spółki technologicznej.
Jeżeli właścicielem technologii jest uczelnia jako instytucja, to w praktyce „nikt” nie czuje się właścicielem. Gdyby wprowadzić zasadę, że właścicielem IP jest przede wszystkim twórca – profesor, doktorant, zespół badawczy – a uczelnia ma np. 50% udziału, pojawiłaby się silna motywacja do komercjalizacji.
W Polsce wciąż nie szanuje się własności prywatnej – także intelektualnej – w takim stopniu jak na Zachodzie. Widać to od problemów z ochroną własności mieszkaniowej po słabą ochronę patentów i praw autorskich. Przez to ludzie nie wierzą, że da się skutecznie zabezpieczyć swoje rozwiązania.
Model amerykański jest inny. Amerykańskie uczelnie, mają wielomiliardowe fundusze, tzw. Endowment Funds, z których finansują badania i działalność, inwestują też w venture capital. Ale gdy na Harvardzie powstaje technologia, to jej głównym właścicielem jest profesor lub cały, jego zespół. Uczelnia ma mniejszościowy udział. Mimo to wysokość Endowment Funds na Harvardzie to blisko 57 mld USD!
Przykładem takiej współpracy jest Moderna. Jej technologia mRNA wywodzi się z badań akademickich, ale sama firma jest prywatna. W 2019 roku miała przychody rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów, a w roku covidowym 20 mld USD.
Takie mechanizmy – łączenia uczelni, wojska i startupów, jasnego podziału własności i szybkiej ścieżki grantowej – Francja wprowadziła w ramach planu Tibiego. U nas trzeba zrobić to samo!








