CyberbezpieczeństwoRynekPolecane tematy

Cyberatak na MyDr pod lupą służb. Zagrożeniem może być „druga fala” ataku

Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwołał Połączone Centrum Operacyjne Cyberbezpieczeństwa w związku z cyberatakiem na systemy MyDr. Pojawiające się informacje mówią bowiem o przejęciu danych blisko 19 mln Polaków, jednak skala i zakres potencjalnego wycieku nie zostały dotąd oficjalnie potwierdzone. Eksperci ostrzegają, że nawet jeśli dane rzeczywiście wyciekły, to największe zagrożenie dla użytkowników może pojawić się dopiero w kolejnych miesiącach.

Cyberatak na MyDr pod lupą służb. Zagrożeniem może być „druga fala” ataku

Zdaniem specjalistów ESET, w przypadku takiego incydentu uwaga nie powinna skupiać się wyłącznie na liczbie rekordów. Kluczowe jest natomiast to, jakiego rodzaju informacje mogły dostać się w niepowołane ręce i w jaki sposób przestępcy mogą próbować je później wykorzystać.

„Jeżeli wyciek obejmuje dane pozwalające powiązać konkretną osobę z placówką medyczną, wizytą czy innym elementem korzystania z ochrony zdrowia, przestępca dostaje bardzo silne narzędzie do stworzenia wiarygodnego oszustwa. Wiadomość o konieczności potwierdzenia wizyty, dopłacie do badania, recepty czy aktualizacji danych może wyglądać znacznie bardziej przekonująco, jeżeli zawiera prawdziwe informacje o odbiorcy. Dlatego po dużych wyciekach szczególnie niebezpieczna jest ich druga fala – phishing, próby przejęcia kont i wyłudzenia pieniędzy” – tłumaczy Beniamin Szczepankiewicz, analityk zagrożeń z ESET.

W praktyce oznacza to, że cyberprzestępca nie musi już wysyłać przypadkowej wiadomości. Jeśli posiada prawdziwe informacje o pacjencie, może przygotować komunikat odnoszący się np. do wizyty lekarskiej, recepty czy badania. Prawdziwe dane mogą więc zwiększyć wiarygodność fałszywego komunikatu.

Wyciek danych czy mistyfikacja?

Pełny obraz sytuacji dodatkowo utrudniony jest przez źródło części informacji o rzekomym wycieku. Niektóre dane i deklaracje pochodzą bowiem od osób przedstawiających się jako sprawcy ataku. Nie oznacza to automatycznie, że opublikowane materiały są autentyczne, ani że pochodzą z MyDr.

„Jeżeli rzeczywiście doszło do ataku, a żądania finansowe nie zostały spełnione przez MyDr, naturalnym kolejnym krokiem z ich perspektywy mogła być próba spieniężenia posiadanych danych w inny sposób. Jednocześnie pojawiają się pytania dotyczące wiarygodności prezentowanych przez nich informacji. Analiza opublikowanych materiałów może pomóc ocenić ich autentyczność, jednak część danych mogła pochodzić również z innych źródeł. Dlatego nadal otwarte pozostaje pytanie: czy mamy do czynienia z rzeczywistym cyberatakiem, czy też z bardzo starannie przygotowaną mistyfikacją?” – mówi Paweł Pudo z DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Dopiero postępowanie prowadzone przez służby pozwoli ustalić rzeczywistą skalę incydentu, źródło ataku oraz zakres potencjalnie ujawnionych informacji.

Co powinni zrobić potencjalnie poszkodowani?

Eksperci zalecają zwiększoną ostrożność wobec wiadomości i telefonów wykorzystujących informacje związane z ochroną zdrowia. Nie należy klikać w linki otrzymane SMS-em lub e-mailem, nawet jeśli komunikat zawiera prawdziwe dane osobowe.

„Jeśli dostajemy SMS lub e-mail rzekomo od placówki medycznej, nie korzystajmy z przesłanego linku. Skontaktujmy się z placówką innym, znanym nam kanałem” – radzi Beniamin Szczepankiewicz.

Specjaliści wskazują także na możliwość wykorzystania danych w oszustwach finansowych. Zalecają zastrzeżenie numeru PESEL, monitorowanie historii kredytowej oraz regularne sprawdzanie raportu BIK.

„Nie musimy czekać na zakończenie całego postępowania, żeby zacząć chronić swoją cyfrową tożsamość” – podsumowuje Paweł Pudo.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *