CIO

Od pasji do nowych możliwości biznesowych

Minął kolejny rok zabierając skazane z góry na porażkę postanowienia i marzenia, mimo że na ich realizację mieliśmy długie 12 miesięcy. Nierozpoczęte triatlony; niezdobyte tytuły pracownika miesiąca; nieotwarte, nawet najnowsze poradniki z kolejnymi bezcennymi radami z cyklu „jak być naj”. Tylko czy naprawdę marzymy o tym, aby to wszystko osiągnąć? Czy stanowisko CIO to tylko „poważne sprawy” i równie „poważne marzenia”? A co z tymi pierwszymi prawdziwymi, które kołatały się w naszych głowach i sercach jeszcze przed przywdzianiem dobrze skrojonego garnituru?

Z rozsądku, a nie marzeń, pracę w szczecińskim porcie zaczynałem jeszcze na studiach jako doker. Nie miałem wówczas jeszcze pojęcia, jak bardzo z nim właśnie zwiążę przyszłość. Najpierw poczułem w rękach ciężar i trud przeładunku dnia codziennego w porcie, aby po studiach – już jako informatyk – obserwować infrastrukturalny rozwój firmy i jej dojrzewanie. W końcu jako CIO mogłem wziąć na barki – z niemałym sukcesem – jej digitalizację. Doceniły ją liczne grona eksperckie m.in. Lidera Informatyki, Lidera Cyfrowego Biznesu i CIONET Digital Excellence Awards. Czy jest więc sens marzyć jeszcze o czymś więcej

Historia rozwoju dronów i kolejnych ich zastosowań

Od dzieciństwa pasjonowałem się lotnictwem i to z nim – jeszcze w szkole podstawowej – wiązałem przyszłość. Niestety, odkryty w sobie wówczas silny lęk wysokości zniweczył te plany, wydawać by się mogło na zawsze. Bo jak latać, kiedy boję się oderwać od ziemi nawet na kilka metrów? Wybierając informatykę nie przypuszczałem, że w przyszłości to właśnie technologia pomoże mi wrócić do marzeń. Technologia bezzałogowych wielowirnikowców błędnie – ale jednak już zwyczajowo – zwanych dronami.

Drony ostatnimi laty stały się w naszej świadomości jednym z symboli globalnej walki z terroryzmem. Warto jednak pamiętać, że ten atrybut nowoczesnej wojny nie jest wcale tak nowy, jak mogłoby się wydawać. Historia bezzałogowych statków latających sięga przecież już początków lotnictwa. Chociaż masowa produkcja pierwowzorów, dzisiejszych maszyn ruszyła „dopiero” w roku 1940. Był to niewielki, liczący zaledwie niecałe 3 metry długości bezpilotowiec o nazwie Radioplane OQ-2. Do końca wojny wyprodukowano ich prawie 15 tys. egzemplarzy. To właśnie w fabryce tych maszyn fotograf David Conover – wysłany tam przez oficera, przyszłego prezydenta Ronalda Reagana – wypatrzył i sfotografował przy linii montażowej młodziutką Normę Jeane. Uwieczniona na zdjęciach brunetka okazała się wyjątkowo fotogeniczna i już rok później porzuciła montowanie dronów, przefarbowała włosy na blond i zaczęła robić karierę jako Marilyn Monroe.

Koniec II Wojny Światowej przyniósł kres pionierskiemu rozwojowi dronów. Przez kolejne kilkadziesiąt lat bezzałogowe konstrukcje przeszły bardzo długą drogę – od prostych, zdalnie sterowanych konstrukcji, po autonomiczne maszyny bojowe, zdolne do wykonywania misji prawie bez udziału i nadzoru człowieka. Równolegle z latającymi maszynami do zastosowań typowo militarnych rozwijano drony rozpoznawcze. Początkowo były to niewielkie konstrukcje wywodzące się z modelu, z którym w fabryce sfotografowano Marylin Monroe.

Przekonanie co do możliwości wykorzystania bezzałogowców w portach w Szczecinie i Świnoujściu oraz determinacja w spełnieniu swojego marzenia o lataniu pozwoliła mi przekonać zarząd o potencjale jaki niesie ze sobą wykorzystanie dronów do robienia zdjęć i filmów z powietrza.Możliwości jest wiele: od zdjęć typowo marketingowych, poprzez codzienną kontrolę wykorzystania naszych terenów, ich nadzór i ochronę aż po zastosowania przy prowadzeniu akcji ratowniczo gaśniczych. W tej chwili nasza flota to już kilka dronów DJI, a grono zainteresowanych ich obsługą i wykorzystaniem stale się powiększa.

Kilka modeli takich dronów, służących w roli powietrznych celów, określano wspólną nazwą Radioplane BTT. Przez kilkadziesiąt lat wyprodukowano ich ponad 70 tys. Były to maszyny o prostej konstrukcji i z napędem śmigłowym. Zasługują jednak na wspomnienie z innego powodu niż liczba wyprodukowanych egzemplarzy. Jedna z nich, MQM-57 Falconer, została bowiem w 1955 roku przebudowana tak, aby odgrywać rolę latającego zwiadowcy. W niewielkim samolocie udało się zamontować zestaw kamer i flary pozwalające na doświetlenie fotografowanego terenu. Dało to początek ich zastosowaniu jako „powietrznego oka” z dobrodziejstwa czego i ja miałem w przyszłości skorzystać.

Nowe technologie, innowacyjne pomysły

Ostatnimi laty masowa produkcja i postęp technologii w tej dziedzinie pozwoliły na obniżenie cen sprzętu latającego do poziomu akceptowalnego przez indywidualnych użytkowników chcących skorzystać z niego do własnych celów. Fakt ten – w połączeniu z prawodawstwem zezwalającym na wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych o masie do 25 kg w celach rekreacyjnych i sportowych bez żadnych zezwoleń – doprowadził do upowszechnienia się małych wielowirnikowców, z którymi zacząłem przygodę z „prawdziwym lataniem” spędzając w powietrzu długie godziny i lecząc załzawione od założonych na nos wirtualnych gogli oczy. Będąc po raz kolejny „w powietrzu” pomyślałem jak idealnym narzędziem może być dron w przypadku codziennej pracy portu.

Ta myśl i przekonanie co do możliwości wykorzystania bezzałogowców w portach w Szczecinie i Świnoujściu oraz determinacja w spełnieniu swojego marzenia o lataniu pozwoliła mi przekonać zarząd o potencjale jaki niesie ze sobą wykorzystanie dronów do robienia zdjęć i filmów z powietrza. Możliwości jest wiele: od zdjęć typowo marketingowych, poprzez codzienną kontrolę wykorzystania naszych terenów, ich nadzór i ochronę aż po zastosowania przy prowadzeniu akcji ratowniczo gaśniczych.

W tej chwili nasza flota to już kilka dronów DJI, a grono zainteresowanych ich obsługą i wykorzystaniem stale się powiększa. Sam nadal często latam – również służbowo – czerpiąc z tego taką samą radość, jak przy pierwszym starcie. Widziany z ziemi pozorny chaos tętniącego nieustannym ruchem portu, znajduje uporządkowanie i harmonię, kiedy spojrzy się na niego z góry. To potrafi uspokoić i przypomnieć mi o tym, że warto pielęgnować marzenia i nigdy nie zakładać, że jesteśmy skazani na porażkę w ich realizacji.

Tomasz Laskowski, kierownik DziałuInformatyki, Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście

Opinie innych członków CIONET Polska w specjalnym wydaniu magazynu ITwiz

Podzieliliśmy je na 6 głównych działów: kreowanie wartości i przychodów; Customer Experience; automatyzacja; cyberbezpieczeństwo; Business Leadership i Talent Management. Doświadczenia swoich organizacji z tym związane opisało 17 liderów cyfryzacji reprezentują: PKO BP; Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji we Wrocławiu; BEST SA; AmRest Holding SE; Liberty Global (właściciela UPC Polska); Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście; Nowa Itaka; Rossman; Grupa Kęty; Optima; Nordea; Idea Bank; Grupa Onet; Moneygram; T-Mobile Polska i Tauron Polska Energia.

Tagi

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *