HR TechSztuczna inteligencjaPracaPolecane tematy

AI miała uprościć rekrutację. W praktyce wymaga więcej pracy po stronie kandydata

Komentarz eksperta

Po serii niedawnych publikacji branżowych, które wskazywały na narastające problemy w rekrutacji wspieranej przez AI – od „oszukiwania algorytmów”, przez kandydatów, po chaos decyzyjny po stronie rekruterów – coraz wyraźniej widać, że wdrożenia sztucznej inteligencji w HR weszły w fazę nieuporządkowanej adaptacji. Dwa latach po upowszechnieniu narzędzi takich jak ChatGPT w procesach rekrutacyjnych, rynek znalazł się w punkcie, w którym „wszyscy używają AI, ale nikt nie zyskuje przewagi”.

AI miała uprościć rekrutację. W praktyce wymaga więcej pracy po stronie kandydata

Pracodawcy automatyzują preselekcję, ale skarżą się na tysiące CV brzmiących jak generowane przez tę samą maszynę. Kandydaci używają AI do dopasowania CV pod ofertę, ale tracą zaufanie do tego, czy ich aplikacje są w ogóle czytane przez człowieka. Rekruterzy widzą jak narzędzia AI obiecywane jako „rewolucja” tworzą nowe problemy  szybciej niż rozwiązują stare.

Po 20 latach w rekrutacji z czego ostatnie sześć w branży IT, stawiam konkretną tezę: „technologia w rekrutacji się zmieniła, ale myślenie o kandydatach zostało takie samo”. Co więcej, AI w obecnej formie tę asymetrię pogłębia. Po stronie pracodawcy oszczędza czas. Po stronie kandydata go zabiera.

Skala problemu, twarde dane

Według badania Gartnera z IV kwartału 2024 roku, 39% badanych przyznaje, że używa AI w procesie aplikowania. Najczęstsze zastosowania to: generowanie treści CV (54%), pisanie listów motywacyjnych (50%), próbki tekstów (36%) i odpowiedzi na pytania w testach kompetencyjnych (29%).

Z drugiej strony rynku obraz jest jeszcze bardziej intensywny. Raport „World of Work Trends 2026”, opracowany przez Top Employers Institute, wskazuje że połowa polskich pracodawców (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI. To więcej niż średnia globalna (40%). Jeśli chodzi o etyczne zasady wykorzystania AI, wprowadziło je 48% polskich firm, w porównaniu do 45% globalnie.

Polskie firmy są więc relatywnie dojrzałe we wdrażaniu AI. Ale dojrzałość wdrożenia nie oznacza, że proces działa, a kandydaci to widzą. Według badania Gartnera z marca 2025 roku, tylko 26% kandydatów wierzy, że AI sprawiedliwie ich oceni, choć ponad połowa zakłada, że AI faktycznie „screen-uje” ich aplikacje. Współczynnik akceptacji ofert pracy spadł z 74% w 2023 roku do 51% w 2025 (Gartner Q2 2025). Prawie połowa kandydatów odrzuca finalne oferty. Nie chodzi już o „kapryśnych kandydatów”, problem staje się erozja zaufania do całego procesu rekrutacyjnego.

Rekrutacja traci wiarygodność – AI napędza skalę nadużyć

Na horyzoncie pojawia się znacznie poważniejsze zjawisko niż kandydaci korzystający z ChatGPT przy tworzeniu CV. Gartner prognozuje, że do 2028 roku 1 na 4 profile kandydatów na świecie może być w pełni fałszywy, z wykorzystaniem deepfake w rozmowach wideo, spreparowanych tożsamości, skradzionych dokumentów i AI-botów podpowiadających odpowiedzi w czasie rzeczywistym. Obecnie, według badania z II kwartału 2025, 6% kandydatów przyznaje się do udziału w oszustwie podczas rozmów rekrutacyjnych, w tym podszywania się pod kogoś innego lub zewnętrznego wsparcia w czasie rozmowy. Jamie Kohn z Gartnera określa to jako „ryzyko cybersecurity, które bywa poważniejsze niż nieudane zatrudnienie”.

Połączmy to w jeden obraz. Po stronie kandydatów już 39% używa AI do aplikowania (Gartner Q4 2024), ale tylko 26% uważa proces oceny za sprawiedliwy. Z kolei 51% akceptuje otrzymane oferty, a jeszcze dekadę temu odsetek ten przekraczał 75%. Po stronie rekruterów, ponad 90% wykorzystuje narzędzia AI do screeningu CV (LinkedIn Global Talent Trends 2025), a 74% potwierdza że przyspieszają one proces rekrutacji (LinkedIn 2026). Do tego dochodzi prognoza: do 2028 roku 25% profili kandydatów będzie sztucznych. To nie jest „rekrutacja w erze AI”. To jest „rekrutacja, która straciła orientację, do czego służy”.

AI miała oszczędzać czas – ale komu?

Tu dochodzimy do obserwacji, która rzadko przebija się w dyskusjach branżowych, z prostego powodu: dominują w nich perspektywy pracodawcy.

Po stronie rekrutera AI faktycznie oznacza oszczędność czasu. Przygotowanie opisów stanowisk skraca się ok. 2 godzin do 10 minut. Wstępna selekcja 200 CV zamiast pół dnia zajmuje mniej więcej godzinę. Pierwszy kontakt z kandydatem może przejąć chatbot, który odpowiada nawet w środku nocy. Z kolei algorytmu Internal mobility potrafią wskazać kandydatów wewnętrznych, których HR ręcznie szukałby tygodniami. To realne, mierzalne zyski produktywności.

Po stronie kandydata sytuacja wygląda jednak odwrotnie – pracy nie ubywa, tylko przybywa. Kilkanaście lat temu proces szukanie pracy był prosty: jedno CV, przegląd kilku portali raz w tygodniu, wysłanie aplikacji i oczekiwanie na odpowiedź. Dziś wygląda to zupełnie inaczej.

Kandydat musi dopasować CV do każdego ogłoszenia, mimo, że systemy ATS wykorzystują już semantyczne dopasowanie oparte na NLP, w praktyce nadal premiują  precyzyjne słowa kluczowe. Do tego dochodzi równoległe monitorowanie 5-10 portali, które często publikują różne oferty.

Technologia, która miała usprawnić rekrutację dla obu stron, w praktyce realnie oszczędza czas głównie jednej z nich.

Coraz częściej potrzebne jest też wsparcie narzędzi AI, np. do przerabiania CV w ChatGPT, a następnie ręczne weryfikowanie, bo wygenerowany „język rekrutacyjny” brzmi jak każdy inny i traci wiarygodność. Kandydat musi również szybko reagować, najlepiej w ciągu pierwszych 24-48 godzin od publikacji oferty, zanim spadnie jej widoczność.

Do tego dochodzą zautomatyzowane etapy procesu: testy kompetencyjne, formularze, spersonalizowaną wideo-aplikacje oraz odpowiedzi generowane przez AI, która są do siebie podobne.

W efekcie „szukanie pracy” staje się pełnowymiarową, stałą aktywnością, tyle że nieformalną i nieopłacaną.

Co istotne, duża część tej dodatkowej pracy wynika bezpośrednio z wdrożeń AI po stronie pracodawców. Im bardziej zautomatyzowany staje się screening, tym większa presja na optymalizację CV pod algorytmy. Im więcej komunikacji przejmują chatboty, tym częściej kandydat musi wpisywać te same dane w kolejne formularze. W końcu im skuteczniejsze są narzędzia antyfraudowe, tym dłużej trwa weryfikacja kandydata.

To tworzy paradoks, który rzadko nazwany jest wprost: technologia, która miała usprawnić rekrutację dla obu stron, w praktyce realnie oszczędza czas głównie jednej z nich.

Candidate experience: perspektywa firm vs kandydatów

Drugim rzadko poruszanym wątkiem jest realna ocena tego czy „candidate experience” – jedno z najmodniejszych hasło ostatnich lat – faktycznie się poprawia.

W teorii wygląda to dobrze: firmy wdrażają chatboty, automatyzują komunikację, skracają czas odpowiedzi, mierzą NPS kandydatów. W praktyce, z perspektywy osób szukających pracy bywa odwrotnie, doświadczenie często się pogarsza. I to z kilku konkretnych powodów.

1. Jakość zautomatyzowanych odpowiedzi

Jeszcze kilka lat temu brak odpowiedzi był normą. Dziś kandydat dostaje wiadomość, ale najczęściej wygenerowaną automatycznie po tygodniach lub nawet miesiącach. To standardowy komunikat w stylu: podziękowania, okrągła formułka o „dokładnej analizie” i informacja, że mimo wszystko wybrano innych kandydatów. Brzmi profesjonalnie, ale jednocześnie identycznie jak setki innych odpowiedzi. I dokładnie tak jest odbierany.

Taka widomość nie zawiera żadnej informacji zwrotnej, nie wyjaśnia decyzji i niczego nie uczy. To komunikat, który zamyka proces, ale nie daje żadnego punktu odniesienia. Kiedyś frustrowała cisza, dziś uprzejma ale pusta odpowiedź od AI.

2. Ogłoszenia rosną w długość, ale nie w treść

Coraz więcej ogłoszeń o pracę – często tworzonych lub edytowanych przez AI – jest po prostu rozwlekłych. Zamiast 250-400 słów kandydat dostaje obszerny opis powtarzający te same ogólniki w różny sposób. Znów, brzmi profesjonalnie ale niewiele wnosi.

W praktyce oznacza to, że trzeba przebrnąć przez nawet 1000 słów, żeby znaleźć kilka konkretów: zakres obowiązków, technologie, lokalizację i widełki wynagrodzenia (jeśli w ogóle są podane). Przy kilkudziesięciu ofertach tygodniowo, to realny, dodatkowy koszt czasu.

3. Duplikacja treści

AI jest też używana do „przerabiania” istniejących ogłoszeń. Efekt to rosnąca liczba ofert, które wyglądają niemal identycznie, różnią się stylistyką ale nie treścią. Kandydaci szybko zaczynają mieć wrażenie, że czytają wciąż to samo. W konsekwencji aplikują do firm, które komunikują się niemal wyłącznie językiem wygenerowanym przez AI. To słaby fundament do budowania wiarygodnej relacji już na etapie rekrutacji.

Asymetria, o której mało się mówi

Najważniejsza, a jednocześnie słabo obecna w dyskusji jest rosnąca nierównowaga między narzędziami po stronie firm a kandydatów.

Po stronie rekruterów istnieje rozbudowany ekosystem AI: systemy ATS z automatycznym screeningiem, narzędzia do dopasowania kompetencji, chatboty, generatory ogłoszeń, platformy do wideorekrutacji czy narzędzia antyfraudowe. Rynek jest dojrzały, a inwestycje rosną – według badania HRrebels z marca 2026 roku, już 30% polskich firm zwiększa w 2026 roku budżet na AI w HR.

Po stronie kandydatów sytuacja wygląda znacznie skromniej. Do dyspozycji mają głównie ChatGPT, generatory CV i kilka portali z ofertami pracy. Brakuje narzędzi, które realnie pomagają nawigować rynek z taką precyzją jak robią to rekruterzy.

W efekcie, pracodawca widzi tysiące kandydatów jednocześnie i selekcjonuje ich algorytmicznie, a kandydat przegląda oferty ręcznie – często w kilku serwisach naraz, z duplikatami i niespójnymi filtrami. Nie ma narzędzia, które powiedziałoby mu: „z 224 tysięcy aktywnych ofert pracy w Polsce, 17 realnie pasuje do twojego CV, posortowanych według dopasowania”. AI pomoże mu napisać aplikację, ale nie wesprze w decyzji gdzie ją wysłać. To luka rynkowa i jeden z powodów dlaczego wielu kandydatów wysyła dziesiątki aplikacji bez efektu.

Co AI realnie zmieniła, a czego nie

To nie jest krytyka AI w rekrutacji. Technologia przynosi realną wartość, problem w tym, że jest nierównomiernie rozłożona i często źle wykorzystana.

Gdzie AI faktycznie działa:

Po stronie pracodawcy przede wszystkim w automatyzacji powtarzalnych zdań: selekcji aplikacji, skracanie czasu reakcji czy wstępnym kontakcie z kandydatem. To wymierne zyski produktywności.

Po stronie kandydatów w porządkowaniu doświadczenia, dopasowaniu CV do ogłoszeń, w przygotowaniu do rozmów rekrutacyjnych czy pracy na wielu językach. To realne wsparcie, ale om mniejszej skali niż po stronie firm.

Gdzie AI zaczyna tworzyć problemy:

  • Po pierwsze, CV stają się do siebie podobne. Przy masowym użyciu narzędzi GenAI pojawiają się te same szablony, sformułowania i „profesjonalny język rekrutacyjny”. Dla rekruterów wiele aplikacji brzmi identycznie.
  • Po drugie, algorytmy oceniają algorytmy. System po stronie pracodawcy ocenia tekst, wygenerowany przez narzędzia po stronie kandydata. Człowiek wchodzi do w ten proces późno i z ograniczonym zaufaniem do danych wejściowych.
  • Po trzecie, kandydaci zaczynają „grać pod algorytm”. Zamiast pokazywać realne kompetencje, optymalizują profil pod to, co ich zdaniem zwiększa scoring. Efekt to jeszcze mniejsza czytelność dopasowania do roli.
  • Po czwarte, wiele firm wciąż nie ma jasnego celu wdrożeń AI. Według danych S&P Global, średnio 46% projektów AI jest porzucanych pomiędzy fazą pilotażu a pełnym wdrożeniem. Z kolei z badania Gartnera z maja 2025 roku wynika, że 72% organizacji nie przynosi zwrotu z inwestycji. W rekrutacji jest podobnie – narzędzie nie rozwiązuje problemu, jeśli nie wiadomo, do czego ma służyć.

Czego brakuje na rynku?

Z perspektywy praktyka HR, który sam buduje narzędzie i jednocześnie zna proces rekrutacji od środka, widać kilka wyraźnych luk, które hamują rozwój bardziej efektywnego rynku pracy.

1. Prywatność szukania pracy

Kandydaci wciąż stoją przed wyborem: ujawnić się publicznie (np. „Open to Work”) albo pozostać niewidocznym. Brakuje rozwiązań, które umożliwiają anonimowy, kompetencyjny profil widoczny dla rekruterów, bez ujawniania tożsamości do momentu decyzji kandydata. To szczególnie istotne – bo jak pokazuje raport Top Employers Institute – 55% zatrudnionych stawia bezpieczeństwo ponad zmianę, a wśród osób w wieku 18-34 lat wskaźnik ten rośnie do 65%.

2. Realne dopasowanie zamiast słów kluczowych

Choć systemy ATS coraz częściej wykorzystują semantykę i analizę kontekstu, w praktyce proces nadal premiuje dopasowanie do słów kluczowych. Brakuje rozwiązań, które w pełni oddają rzeczywiste kompetencje i przebieg kariery, zamiast ich uproszczonej reprezentacji w CV.

3. Deduplikacja i nawigacja między portalami

Ten sam ofertowy „szum” w wielu portalach tworzy iluzję większej liczby ofert. Kandydat nie potrzebuje kolejnych źródeł, tylko klarownej odpowiedzi: ile unikalnych ofert pracy faktycznie do niego pasuje? Transparentność danych i eliminacja duplikatów to dziś wciąż wyjątek a nie standard.

4. Edukacja kandydatów

Na rynku nadal funkcjonują mity dotyczące rekrutacji – od „magicznych trików” w CV, po błędne przekonania o działaniu ATS. Wielu kandydatów działa według przestarzałych schematów. Tymczasem edukacja nie jest dodatkiem, to brakująca warstwa infrastruktury całego rynku.

W efekcie problemem nie jest brak narzędzi jako takich, ale brak rozwiązań, które równoważą pozycję kandydata wobec coraz bardziej zaawansowanych systemów po stronie pracodawców.

Co działa: pięć sygnałów z polskiego rynku 2026

Mimo wielu problemów widać też pozytywne zmiany:

  • Firmy zaczynają mierzyć efekty AI – 49% systematycznie ocenia wdrożenia w HR, powyżej średniej globalnej (40%).
  • Rośnie znaczenie podejścia „AI with intent” czyli wdrożeń opartych na konkretnym celu, a nie modzie.
  • CV traci monopol – rekruterzy coraz częściej sięgają po zadania próbne, portfolio czy mikroassessmenty.
  • Rynek pracy pozostaje aktywny – według raportu Hays Poland, 84% firm planuje zatrudniać, z czego 20% ze względu na zmiany strukturalne wynikające z transformacji cyfrowej.
  • Asymetria między firmami a kandydatami zaczyna być dostrzegana – powstają pierwsze krajowe rozwiązania, które próbują ją zniwelować.

Co dalej?

Problem nie leży już w technologii, ale w modelu myślenia. Rekrutacja nadal jest projektowana głównie pod wygodę pracodawcy, a kandydat ma się do niej dostosować, „pokonać ATS”, zoptymalizować CV, zwiększyć swoją widoczność.

Tyle że realia się zmieniły. Kandydaci są bardziej ostrożni, tylko 51% akceptuje finalne oferty (Gartner), a 26% wierzy w sprawiedliwość procesu. Stabilność wygrywa z awansem, a defensywna postawa rośnie.

W 2026 roku kandydat nie chce być petentem. Chce świadomie poruszać się po rynku: wiedzieć, gdzie ma realne szanse, kontrolować swoją widoczność i korzystać z narzędzi, które równoważą jego pozycję wobec systemów po stronie pracodawcy. Oczekuje też komunikacji, która niesie realną informację, a nie generyczne odpowiedzi.

Dlatego największym wyzwaniem dla HR-tech nie jest dziś kolejna automatyzacja po stronie pracodawców, ale budowa dojrzałej infrastruktury po stronie kandydatów.

AI nie skomplikowała rekrutacji sama w sobie. Problemem jest to, że została wdrożona asymetrycznie. Najbliższe dwa lata pokażą, czy rynek zacznie tę nierównowagę realnie korygować.

AI miała uprościć rekrutację. W praktyce wymaga więcej pracy po stronie kandydata

Igor Lewandowski – 20 lat doświadczenia w rekrutacji (m.in. Stegmann Polska, InJob, CPL Jobs, Sedivio, Occupop). Założyciel RadarPracy.pl. Autor newslettera „Rynek Pracy bez Filtra”, w którym analizuje realne mechanizmy polskiego rynku pracy.

Źródła:

  • Gartner: „Voice of the Candidate Survey Analysis”, Q4 2024
  • Gartner: „Voice of the Candidate Survey Analysis”, Q2 2025 
  • Gartner: prognoza dotycząca fałszywych profili kandydatów do 2028
  • Gartner: badanie 506 CIO i liderów technologicznych, May 2025
  • Top Employers Institute: „World of Work Trends 2026”
  • HRrebels: Badanie Analityki HR 2026
Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *