CyberbezpieczeństwoRynek

Jak bronić się przed dezinformacją?

Od początku inwazji Rosji na Ukrainę obserwujemy w sieci wyraźne wzmożenie działań dezinformacyjnych. Niedawno poinformował o tym choćby Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych wskazując, że za próbami manipulacji stoją prorosyjskie konta w mediach społecznościowych. Wysyp fałszywych informacji ma na celu zakłócenie i destabilizację m.in. działań związanych z udzielaniem pomocy poszkodowanym.  

Jak bronić się przed dezinformacją?

Ostatnie kilkanaście lat pokazało wyraźnie, jak media społecznościowe mogą zostać wykorzystane przeciwko nam. Wystarczy wspomnieć firmę Cambridge Analytica i manipulację wyborcami w Stanach Zjednoczonych czy kampanie rozpowszechniające fałszywe informacje, które wpłynęły na wyniki referendum w sprawie Brexitu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że wojna, jaką wypowiedziała Ukrainie Rosja, prowadzona jest także na tym froncie. Jak czytamy w niedawnym komunikacie Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych opublikowanym na Twitterze: “W przestrzeni polskich social media działa aktywnie około 10 tys. kont dystrybuujących dezinformacje”.

Eksperci SentiOne, firmy zajmującej się monitoringiem Internetu, wskazują na jakie aspekty warto więc zwrócić szczególną uwagę w przypadku informacji na temat wojny w Ukrainie:

  • clickbaitowy tytuł – niektóre portale chcą zarobić na wojnie i zwiększyć ruch na swojej stronie, więc będą przyciągać uwagę chwytliwymi tytułami na pograniczu kłamstwa,
  • informacje, które wzbudzają skrajne emocje – szok, strach, gniew, ale też śmiech i radość, mają wysoki potencjał viralowy. A w przypadku wojny spreparowanie treści szokujących i strasznych nie jest problemem. Również filmy, rolki i relacje w mediach społecznościowych mają duży potencjał viralowy, nie tylko dlatego, że algorytmy tych platform są nastawione na promowanie treści video. Również my jako ludzie dużo intensywniej odbieramy treści video, niż sam tekst,
  • zdjęcia pochodzące z innych miejsc lub czasów – łatwo jest dokonywać manipulacji z pomocą archiwalnych materiałów, np. zdjęć z wojny w Jemenie prezentowanych jako zdjęcia z Kijowa. Media społecznościowe pozwalają szybko podawać informacje, ale niestety często brakuje czasu na weryfikację danych,
  • deepfake, czyli sfabrykowany materiał video – bardzo łatwo teraz spreparować lub zmontować film tak, by ukazywał dowolne treści czy osoby w nieprawdziwych sytuacjach.
Przeczytaj również
IBM FlashSystem - całościowa odpowiedź na potrzeby w zakresie pamięci masowych klasy korporacyjnej

Jak bronić się przed dezinformacją i skąd czerpać treści?

Przede wszystkim nie należy bezmyślnie powielać niezweryfikowanych informacji, podkreślają specjaliści. Sensacyjne treści i tytuły w social media są zaprojektowane tak, by grać na emocjach – a jeśli damy się im ponieść, dużo trudniej będzie trzeźwo ocenić sytuację, zweryfikować dane czy poszukać innych źródeł informacji. Warto także przyglądać się profilom zamieszczającym tego typu treści. Czy to prawdziwe osoby? A może fałszywe profile, które powstały tydzień temu? Jeśli podejrzewamy, że dana osoba nie jest tym, za kogo się podaje, warto to zgłosić. Operatorzy danej platformy mają dużo większe możliwości weryfikacji.

Ostatnio pojawiło się też wiele inicjatyw, mających na celu wykrywanie i nagłaśnianie przypadków dezinformacji. Jedną z nich jest zorganizowana przez NASK akcja #WłączWeryfikację. Z kolei Fundacja Panoptykon przygotowała szczegółowy poradnik „Stop dezinformacji”. Powstał także darmowy serwis do walki z fake newsami.

Skąd zatem czerpać informacje? Przede wszystkim ze sprawdzonych redakcji i agencji prasowych, jak np. Agencja Reuters czy Associated Press, które mają odpowiednie doświadczenie, zasoby i zespół odpowiedzialny za weryfikację wiadomości. Skąd nie czerpać? Z przepełnionych emocjami i niezweryfikowanych kont w social media. Jeśli jakiś news pojawi się na Telegramie, to Reuters i Associated Press z pewnością go zweryfikują i, jeśli okaże się prawdą, podadzą dalej – zapewniają eksperci.

Nawet niosąc pomoc należy zachować czujność

Od początku wojny w Internecie pojawiło się wiele stron, które zbierają informacje o osobach mogących udzielić schronienia uchodźcom i proszą o podanie ich danych oraz numeru telefonu. Kolejne grupy na Faceboku ochoczo podają linki do arkuszy Google, w których zbierane są informacje o możliwościach lokalowych, adresach i numerach telefonów – tych samych, z których korzysta się do weryfikacji konta w banku. Powstaje więc dokładna baza danych na temat osób niosących pomoc i samych uchodźców dostępna dosłownie dla każdego. Być może informacje te rzeczywiście posłużą do organizacji pomocy dla rodzin ukraińskich, ale mogą też zostać sprzedane albo wykorzystane w inny sposób, ostrzegają specjaliści.

Przeczytaj również
Tesco Technology rozwija działalność w Polsce - w przyszłym roku spółka planuje zatrudnić 100 pracowników

Wiele osób bez żadnych podejrzeń otwiera również linki do zbiórek na rzecz Ukrainy, które znajduje w Internecie lub otrzymuje od nieznanych nadawców. Bardzo łatwo w ten sposób pobrać zainfekowane oprogramowanie na swój komputer lub telefon.

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.