Creative CollisionsPolecane tematy

Punktem wyjścia dla Smart City jest jakość życia

CREATIVE COLLISIONS

Z dr Jonathanem Reichentalem, adiunktem w Szkole Zarządzania Uniwersytetu San Francisco; autorem m.in. książek „Smart Cities for Dummies”, „Exploring Smart Cities for Kids” i „Exploring Cities Bedtime Rhymes”; byłym CDO w mieście Palo Alto w Kalifornii; rozmawiamy o zmianach klimatycznych; roli miast w ich przeciwdziałaniu; byciu „smart”, które powinno schodzić także do lokalnych społeczności; konieczności powstania nowej generacji liderów zarządzających miastami, miasteczkami, wsiami, osiedlami; czy roli dronów w aglomeracjach.

Punktem wyjścia dla Smart City jest jakość życia

Przemek Zakrzewski: Jaka jest dzisiaj pogoda w San Francisco?

W niektórych miejscach mieliśmy ostatnio 40-45 stopni Celsjusza (rozmowa została przeprowadzona na początku września – przyp. red.). To o wiele więcej niż najwyższa temperatura notowana w historii.

Waldek Olbryk: Wystarczy spojrzeć za okno i jasne jest, że to ludzie są winni zmianom klimatu. Jest to duży problem, do którego przyczyniają się miasta, ale miejmy nadzieję, że miasta również mogą go rozwiązać.

Nie sądzę, aby istniało jakieś rozwiązanie problemu zmian klimatu – przynajmniej nie w tym momencie. Obecnie naszą największą nadzieją jest spowolnienie tempa wzrostu średniej globalnej temperatury. Natomiast tempo tych zmian jest tak duże, że jeśli nic nie zrobimy, skończy się to katastrofą.

Waldek: Stoimy przed tymi samymi wyzwaniami co wy, mimo tego, że pracujemy w różnych światach i w różnych branżach.

Przemek: Moja praca jest ściśle powiązana z technologią. Teraz kieruję Centrum Technologii Badawczych ABB, firmy zajmującej się wieloma kwestiami związanymi z technologią, które być może przyczynią się do wspierania zrównoważonego sposobu życia. Wśród nich są także te związane z miastami, elektromobilnością, wszystkim co jest związane z elektrycznością i zamianą energii w ruch i ruchu w energię, automatyzacją procesów w produkcji i robotyce.

Waldek: Naszą pasją jest łączenie, często łączenie przeciwieństw. Nazywamy to twórczymi zderzeniami. Naprawdę chcemy pokazać, że rozmawiając prostym językiem z przedstawicielami innych branż można stworzyć coś nowego.

Przemek: Jonathan, jaka byłaby najlepsza definicja inteligentnego miasta?

Trudno je zdefiniować w jednym zdaniu. Zawsze wolę najpierw pomyśleć o kontekście. Ostatecznym sposobem na dojście do definicji jest zobaczenie, że przed miastami stoją niezwykłe wyzwania. Spójrzmy na natężenie ruchu, złą jakość powietrza, zapotrzebowanie na energię, brak szybkiego internetu, nierówności w emisji dwutlenku węgla itd. Potrzebujemy nowych odpowiedzi na te trudne problemy. Na tym polega bycie “smart”.

Przemek: Jeśli dodać kolejne 50% lub 75% więcej samochodów, które pojawią się w ciągu następnej dekady lub dwóch, nie możemy mówić o zrównoważonej trajektorii rozwoju.

Dokładnie. Kiedy weźmiemy pod uwagę wszystkie aspekty miejskiego życia i będziemy mówić o obszarach takich jak transport, energia, opieka zdrowotna, edukacja, bezpieczeństwo publiczne i innych kwestiach fundamentalnych dla jakości życia, zobaczymy, że obecne trajektorie rozwoju nie są trwałe. Wszyscy odczuwamy napięcie i presję pod wpływem zmieniającego się i szybko urbanizującego się świata. Powstaje zatem pytanie, jakimi narzędziami dysponujemy?

Waldek: Jasne jest, że w wielu branżach i wielu dziedzinach naszego życia najważniejszą rolę gra obecnie technologia.

Tak, mamy lepsze narzędzia niż kiedykolwiek wcześniej. Te narzędzia mogą zapewnić lepszą jakość życia większej liczbie osób.

Przemek: Czy używasz też jakiejś innej definicji smart city?

Definicja, której używam została stworzona przez Radę Inteligentnych Miast. Mówi ona o wykorzystaniu technologii i innowacji w celu uzyskania wyników w zakresie wykonalności, żywotności i zrównoważonego rozwoju.

Przemek: Czy to oznacza, że wynik ostatecznej zmiany tej trajektorii dotyczy bardziej tych trzech elementów lub wymiaru? A może chodzi bardziej o ludzkie zachowanie i sposób myślenia?

To ważne pytanie. Przede wszystkim nie ma tutaj mowy o wyniku. Ludzie pytają mnie – Jakie jest najinteligentniejsze miasto na świecie? A może mógłbyś wymienić pięć najlepszych? To chyba niezbyt dobre pytanie, ponieważ zakłada, że miasto osiągnęło taki punkt, który można zmierzyć i uznać, że jest inteligentne. Nie ma czegoś takiego.

Miasta nieustannie ewoluują lub rozwijają się. Będziemy przechodzić przez różne fazy, więc nie ma stanu końcowego, a tak na marginesie, nie ma czegoś takiego jak „najinteligentniejsze miasto na świecie”. Chodzi mi o to, że ostatecznie byłaby to porażka brandingowa.

Waldek: I co można z tym zrobić?

Możemy budować inteligentniejsze społeczności, korzystać z technologii i innowacji. Powiedziałem, że technologia i innowacja przyczyniają się do zrównoważonego rozwoju, żywotności i wykonalności, dlatego, że innowacja dotyczy zachowania, aspektów ludzkich i nie uzyskamy zmian po prostu dobierając technologię do typu problemu. Wiem to po zarządzaniu wieloma organizacjami i miastami pod kątem korzystania z technologii.

Możesz dawać najlepszą technologię, ale jeśli odbiorca jej nie chce albo ją odrzuca, to nic się nie uda. Nic z tego nie wyjdzie. Tą zmianą musi kierować człowiek, a technologia powinna wzmacniać ten aspekt behawioralny.

Waldek: Więc jeśli mogę podsumować, możemy traktować miasto jako platformę innowacji, ale jednocześnie ta innowacja nie może wychodzić tylko z technologii, bardziej chodzi o służenie zrachowaniom ludzi. Myślę, że mamy obsesję na punkcie tego, że wszystkie megamiasta powinny być inteligentne. Widzę wiele mniejszych miast, które są znacznie mądrzejsze w tym sensie, o którym właśnie wspomniałeś.

Tak, o to mi chodziło.

Przemek: Waldek, mniejsze miasta to ciekawy temat. Jonathan, czy widzisz jakieś inne sposoby podejścia do mniejszych miast, mniejszych społeczności? Może są łatwiejsze do opanowania z perspektywy zachowania lub postaw ludzi? Może zamiast skupiać się na 100 największych miastach, takich jak San Francisco, powinniśmy koncentrować się na małych społecznościach, sprawić, aby to one zmieniały świat?

To szalenia ważna kwestia. Kiedy ludzie mówią o inteligentnych miastach, słyszysz te same nazwy: Barcelona, Helsinki, Kopenhaga. Zawsze powtarzam: mów dalej, bo w końcu, bardzo szybko, skończą ci się te miasta. W samych Stanach Zjednoczonych istnieje 90 000 organizacji publicznych. Wiele z nich to różnego rodzaju społeczności, miasta, miasteczka, wsie, różne dzielnice itp.

Jeśli zapytam kogoś ile społeczności lub instytucji publicznych w Stanach Zjednoczonych jest na dobrej drodze, aby być “smart”, usłyszę może 20, 30 lub 40 nazw. Jeśli pomyślimy, że w kraju jest 90 000 organizacji, to te 40 ledwo mieści się w statystyce. Jesteśmy więc dopiero na początku tej drogi. Są jednak powody do optymizmu.

Na całym świecie pojawia się nowa generacja burmistrzów, nowa generacja menedżerów miast. To są Milenialsi i pokolenie X. Żyją w Internecie i rozumieją technologię. Rozumieją, że dane odgrywają ważną rolę i nie wahają się o tym mówić. To daje nadzieję. Wiele starszych osób zarządzających miastami zbliża się do końca swoich karier.

Przeczytaj również
Żyjemy w świecie przebodźcowanym cyfrowym przekazem

Przemek: Chcą po prostu przejść na emeryturę…

Tak, potrzebujemy nowej generacji liderów. W mojej książce „Smart Cities for Dummies” zajmuję się właśnie tą kwestią. Przedstawiam duże miasta kontra małe miasta i oceniam, że położyliśmy zbyt duży nacisk na duże miasta ze względu na skalę i pieniądze. Jeśli chodzi o duże miasta, często chodzi tu o pewien poziom wyrafinowania.

Czy jeśli zmienimy oświetlenie uliczne w San Diego na inteligentne, czy San Diego stanie się inteligentnym miastem? A jeśli przyjrzymy się małemu miastu w Dolinie Krzemowej, takiemu, gdzie mieszka może 45 000 ludzi? W takich miastach ten proces przebiega powoli nie dlatego, że nie mają możliwości wykorzystania danych, aby podejmować lepsze decyzje dla swojej społeczności.

Waldek: Warto się tu zatrzymać nad kilkoma kwestiami. Tak naprawdę chodzi o przywództwo osobiste, ludzi, którzy chcą mieć wpływ na to, co się dzieje, i mogą go mieć, nawet jeśli są w małych społecznościach. Pamiętam cytat z Dalajlamy, który powiedział: „Jeśli myślisz, że jesteś za mały, aby coś zmienić, to spróbuj zasnąć w pokoju gdzie lata komar.”. Myślę więc, że tak naprawdę chodzi o sprawczość i dlatego bardzo podoba mi się Twoja pasja jeśli chodzi o edukację. Mówiliśmy o nowych liderach, ale i o nowym pokoleniu. Bardzo ważna, jeśli chodzi o edukację, jest również Twoja książka „Exploring Smart Cities for Kids”. Traktuję ją jako dalszą część Twojej misji. Dlaczego napisałeś książkę dla dzieci?

Kiedy byłem specjalistą od technologii w mieście w Dolinie Krzemowej, ludzie widzieli, co robimy i byli tym bardzo zainteresowani. Często mnie pytali: Jonathan, jak sprawić, aby w innych miastach w Dolinie Krzemowej i Kalifornii inni szefowie IT myśleli tak jak ty? Odpowiadałem im: nie wiem. Jeszcze nie wiem. Muszę pomyśleć i wyrobić sobie zdanie.

Z kilkoma z nich się spotkałem i byłem zaskoczony ich konserwatywnością. Byłem zaskoczony, jak bardzo skupiali się na najbardziej podstawowych kwestiach technologicznych, takich jak polityka dotycząca mediów społecznościowych lub tworzenie kopii zapasowych urządzeń. Nie mówię tego, żeby ich obrazić. To tylko spostrzeżenie, że ci ludzie byli na swoich stanowiskach od jakichś 20-30 lat i byli u kresu kariery. Tu nawiązuję do tego, co mówiłem wcześniej.

Nigdy nie chciałbym ich zmieniać, a oni nigdy by się nie zmienili. Więc na pytanie jak zrobić, aby byli bardziej podobni do mnie odpowiedziałem, że nie będziemy próbować ich zmieniać. Odejdą na emeryturę, a ich miejsce zajmie nowe pokolenie.

Waldek: Powinniśmy się skupić na nowych ludziach, i nie wydatkować energii na coś, co nigdy się nie zmieni.

Tak, kiedy skończyłem „Smart Cities for Dummies”, wysyłałem książkę wielu znajomym jako prezent. Byłem bardzo ciekaw co sądzą. A oni mówili: cóż, jeszcze jej nie czytaliśmy, bo czytają ją nasze dzieci. Byłem naprawdę zaskoczony. Mówili, że w książce opowiadam o zabawnych rzeczach, np. o tym, jak przeszliśmy od koni do samochodów i co to oznaczało dla miast, o akweduktach i o tym, jak transportuje się wodę, a dzieci to uwielbiają.

Pomyślałem, że byłem tak bardzo skupiony na pracujących dorosłych że zapomniałem, że są też nastolatki i małe dzieci, które nie mają o tych sprawach pojęcia. Nikt z nimi nie rozmawia o przyszłości miejsc, w których będą mieszkać. W szkole w USA może taki temat się pojawia, ale prawie już nie rozmawiają o kwestiach obywatelskich.

To duży problem, więc od razu się tym zainteresowałem. Jak zacząć dotrzeć do dzieci i młodzieży? Jak umożliwić im lepsze zrozumienie przyszłości, w którą wkraczają? Dlatego zostałem współautorem książki dla dzieci

Przemek: Czy podczas pisania książki konsultowałeś się z dziećmi? Jak widzą przyszłość?

Waldek: Wydaje mi się, że dzieci są dużo bardziej otwarte na nowe technologie, co jest bardzo trudne do zaakceptowania przez dorosłych, którzy nie chcą się uczyć. Możesz np. położyć przed dziećmi samonaprawiające się materiały i będą zachwycone, ale dorośli nie będą pewni, czy to wykonalne, czy w ogóle takie rzeczy są możliwe.

Przemek: Biznes też przeszkadza: opłaca się to czy nie?

Tworząc książkę rozmawialiśmy z wieloma dziećmi. Dostawaliśmy też wiele porad od nauczycieli.

Przemek: Nauczycieli?

Tak, mieliśmy taką grupę nauczycieli dzieci w danej grupie wiekowej, i dyskutowaliśmy z nimi o tym, czy dzieci zrozumieją formę naszej książki. W książce są też zadania praktyczne, np., pokoloruj obrazek i daj go komuś.

Okazuje się, że jeśli dasz dzieciom kartkę i powiesz, aby ułożyły układankę lub coś narysowały, to być może to zrobią. Jeśli będą wiedziały, że można ten obrazek komuś pokazać lub dać rodzicowi lub nauczycielowi, wtedy zrobią to na pewno. Kładziemy więc nacisk na dzielenie się.

Waldek: To niesamowite, że rozmawiamy o inteligentnych miastach, a główna część naszej rozmowy dotyczy edukacji do bycia liderem i tego, jak przez cały czas utrzymywać otwarty umysł. Myślę, że tak naprawdę chodzi o odwagę, i dlatego mamy listę pytań o to, jak zmieniła się definicja smart city po COVID-19, które technologie są dobre, itp. Ale bez tego, o czym właśnie wspomniałeś, myślę, że będziemy po prostu dobrzy w teorii, ale zabraknie nam praktyki i odwagi do robienia nowych rzeczy.

Przemek: Mam też jedną myśl związaną z Twoją wcześniejszą wypowiedzią o „inteligentnych” burmistrzach miast. Jak więc zdefiniowałbyś taką osobę? Jakie cechy powinna mieć ta osoba? W jakim być wieku? Czy tacy ludzie boją się ryzyka i napięcia? Jak definiujesz współczesnego lidera czy zarządcę miasta?

Jest oczywiste, że technologia nie jest czynnikiem ograniczającym. Znam wielu ludzi w dużych firmach technologicznych, a nawet w start-upach w Dolinie Krzemowej, którzy całą energię skupiają na rozwiązaniach, które są naprawdę istotne. Mam na to wiele przykładów.

Jest jeden startup, który ma naprawdę dobry pomysł dla miast. Chcą wprowadzać innowacje dla miast, które chcą wypróbować nowe idee. Ale nie mają do tego żadnego systemu. Więc tworzę piękny produkt i idą na rynek, ale nikt go nie kupuje, prawda? Albo inny scenariusz jest taki, że idą na rynek i niektóre miasta go kupują, ale nie używają. To chyba jeszcze gorsze.

Przeczytaj również
Machine Learning w roli cichego bohatera

Idę więc do firmy i pytam: Robiliście szkolenie dla miasta? Macie program szkoleniowy? A oni mówią: spędziliśmy z nimi kilka dni i powiedzieliśmy im, jak używać naszego produktu. A wiedzą jak go modyfikować? A oni na to – Tego nie wiemy. Więc stworzyliście produkt i sprzedaliście go organizacji, która nie ma pojęcia, jak go używać i nie wie, jak go modyfikować. Trzeba zrobić jedno i drugie, prawda?

Najważniejsze jest to, że trzeba pracować z miastem może nawet miesiące, aby zbudować kompetencje i kulturę innowacyjności w dłuższej perspektywie. Miasta nie wiedzą, jak wprowadzać innowacje. Trzeba im to powiedzieć. Tutaj stworzenie pięknego rozwiązania nie rozwiązało problemu. Zabrakło edukacji.

Przemek: A co z liderami?

Jedna z moich obserwacji – trochę banalna – jest taka, że przywódcy miast nie lubią ryzyka. Chcą takich rzeczy, które działają. Wstydzą się porażek. Nie chcą przyznać: wydaliśmy 0,5 mln USD i nic z tego nie mamy. Wtedy ludzie będą wściekli, a dziennikarze będą na nich wieszać psy. Bycie konserwatywnym jest promowane. Teraz obserwuję więcej młodszych liderów. Ale nie zawsze tak jest. Michael Bloomberg, odnoszący sukcesy, innowacyjny burmistrz Nowego Jorku, był od nich dużo starszy, kiedy zaczął odnosić sukcesy. Są więc i tacy ludzie.

Kiedy spotkam menedżerów miast lub burmistrzów z miast na całym świecie, to widzę, że często są z pokolenia X, mają może 40 lub 50 lat, są w naprawdę dobrym momencie życia, mają doświadczenie i są gotowi podjąć pewne ryzyko. Są gotowi powiedzieć: tak, będziemy robić ważne rzeczy, będziemy dbać o codzienne sprawy, ale będziemy też mieć laboratorium innowacji, w którym będziemy próbować różnych rzeczy albo będziemy mieli dzielnicę innowacji, albo żywe laboratorium. Wydamy mnóstwo pieniędzy, i nic może się nie udać. Mówią o tym bardzo jasno.

Waldek: To ważne, bo żyjemy w świecie, który nie akceptuje porażki. I trudno jest pokazać ludziom, że czasami wygrywasz a czasami się uczysz. Gra polityczna może czasem zabić każdą innowację. Przypomina mi to naszą rozmowę z Anne Stenros, która była kiedyś główną projektantką w Helsinkach i opowiadała nam historie o starciach między politykami i o grupie, którą chciała zmienić z urzędników w osoby pełne odwagi i mocy, by zmienić miasto. Przekonanie ludzi, że mogą to zrobić zajęło jej ok. 2 lat. Myślę więc, że dotykasz podobnej kwestii.

Przemek: Chciałem tylko dodać, że tego typu wyzwania są takie same niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.

Helsinki są oczywiście zawsze wysoko oceniane jako miasto dużego sukcesu. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że trudno było to osiągnąć. Ludzie myślą, że było mi łatwo, bo byłem szefem działu technologii w centrum Doliny Krzemowej. Na co mówię, że każdym razem, gdy miałem jakiś pomysł, pierwsza odpowiedź zawsze brzmiała: nie. Jeśli będziesz wytrwały, przedstawisz dobre argumenty, będziesz walczył, będziesz gotowy na eksperyment, ludzie zaczną dawać ci trochę miejsca na zbadanie tych pomysłów.

Dolina Krzemowa odegrała tu pewną rolę. Nie ma wątpliwości. Ale gdybym był osobą, która po pierwszej lub drugiej odmowie dała sobie spokój, nigdy bym nic nie osiągnął. Musiałem ciągle pytać, dawać nowe argumenty i przedstawiać nowe dowody. Więc to fakt, że byłem wytrwały i ciągnąłem w swoją stronę.

Dawałem decydentom jakieś poczucie komfortu, tłumacząc co się stanie, jeśli coś się nie uda, albo mówiąc, że wcale nie musi to znaczyć dla nich nic złego. Więc chodzi tu o umiejętność godzenia się z dodatkowym ryzykiem, realizowania odważnych pomysłów i wiedzy, że można ponieść porażkę i uczyć się, co jest w pewnej skali akceptowalne w zarządzaniu.

Waldek: Tak, mówimy: Od uległości do odwagi, od pewności siebie do ciekawości.

Przemek: Przypomina mi to filozofię sportowca, który wyznacza sobie cel i wierzy, że to jest coś, co może osiągnąć dzięki konsekwencji i dyscyplinie. Chciałbym teraz spytać o koncept z Twojej książki i artykułów. A co z obiecującą koncepcją mobilności jako usługi, MaaS, transportu na żądanie czy naziemnych i powietrznych dronów dostawczych… Te koncepcje są już z nami od kilku lat, ale jako teoria. Czy nadal wierzysz, że tego typu rzeczy staną się częścią naszej rzeczywistości i zmienią nasze miasta?

Mała dygresja, która pomoże mi odpowiedzieć na Twoje pytanie. Zanim zacząłem pracować dla miast, prawie 15 lat temu, pracowałem w dużej firmie konsultingowej i prowadziłem grupę innowacyjną. Był to globalny biznes o wartości wielu miliardów dolarów, a moim zadaniem było zidentyfikowanie nadchodzących trendów, na których powinniśmy się skupić i być może w nie zainwestować.

Jednym z obszarów zainteresowania mojego zespołu, a było ich mniej niż 10, był Metaverse. Uczyniłem Metaverse jednym z naszych priorytetowych obszarów. I to ja wymyśliłem termin „Metaverse”. Miałem dużo rozmów i wywiadów w prasie. Napisałem nawet dobrze przyjęty artykuł dla magazynu Harvard Interactive Media Review (wiosną 2007 roku – przyp. red). Kiedy Mark Zuckerberg poruszył temat Metaverse w 2021 roku, zastanawiałem się, czy mój artykuł nadal gdzieś tam jest. I znalazłem to. Artykuł ten jest dostępny online i ma tytuł „Metaverse jako platforma biznesowa”. To było 15 lat temu!

Więc w tamtym czasie ludzie tego nie rozumieli i w to nie wierzyli. Kilka osób rozumiało Metaverse, byli jego entuzjastami. I w 2021 roku Mark Zuckerberg powiedział, że Facebook się przeorientuje jako firma, i będzie się skupiał na Metaverse. Mówię to, bo często musi minąć trochę czasu od momentu kiedy ktoś coś wymyśli, do chwili, kiedy ktoś ten pomysł zrealizuje z użyciem właściwej technologii.

Innym przykładem, z którego często korzystam, jest model biznesowy Ubera. Jak udało im się zbudować biznes o wartości 50 mld USD niemal z dnia na dzień? Zmienili sposób, w jaki wiele osób myśli o taksówkach. Ten pomysł, że jesteś w dowolnym miejscu w mieście i po prostu korzystasz z aplikacji w telefonie, i w ciągu kilku minut podjeżdża samochód to rewolucja.

Pytanie brzmi, dlaczego stało się to dopiero w ciągu ostatnich 10 lat? Jednym z powodów jest to, że wszystkie potrzebne technologie muszą być na odpowiednim poziomie dojrzałości. Musisz mieć GPS, smartfony, sztuczną inteligencję, komputery społecznościowe, systemy płatności, przetwarzanie w chmurze itp. I tylko wtedy, gdy ma się te wszystkie odpowiednie warunki i chętnego klienta, dane rozwiązanie zadziała.

Przeczytaj również
Dekarbonizacja: bilans otwarcia AD 2022

Kiedy więc zastanawiamy się, czy drony zdominują nasze niebo i ulice, przewiduję, że to się wkrótce stanie. Oczywiście będzie to proces rozłożony nierównomiernie. Nie wszystkie niezbędne warunki wstępne zostały jeszcze spełnione.

Przemek: Czyli to możliwe?

Oczywiście. Mamy 5G, społeczności są coraz lepiej zorganizowane, mamy wybór elementów ekosystemu, i wtedy osiągamy ten moment krytyczny kiedy wszystko się zmienia. Jeśli pytasz o mobilność jako usługę, myślę, że stała się bardziej mainstreamowa. Byłem w Budapeszcie jakiś miesiąc temu, spotkałem tam kolegę i jedliśmy lunch przed wyjściem do pracy w mieście. Powiedział do mnie: musisz pobrać tę aplikację, bo pojedziemy autobusem, tramwajem i może rowerem, i to wszystko obsługuje jedna aplikacja. Istnieje jedna aplikacja, która koordynuje cały transport publiczny w Budapeszcie. W Dolinie Krzemowej, mamy jedną aplikację do pociągów i autobusów, ale wymaga ona dalej trochę pracy.

Drony zmienią nasze miasta, bo zmienią ich wygląd i zachowanie. Zawsze powtarzałem twórcom dronów i miastom, że mam nadzieję, że pracują nad kwestią hałasu, bo ludziom hałas się nie spodoba. A oni na to: tak, będziemy mieć cichsze drony, bo czy możesz sobie wyobrazić, że słyszysz ich tysiące każdego dnia?

W Stanach Zjednoczonych, Federalny Urząd Lotnictwa przygotowuje mapę kraju pod kątem autostrad dla dronów na niebie.

Waldek: Przypomina mi to trochę ulice z filmów typu Łowca androidów czy Gwiezdne wojny, gdzie są autostrady dla latających pojazdów.

Tak, tak by to wyglądało. Te drony pewnie będą mniejsze, i będą transportować ładunki inne niż ludzie, i będą to drony obserwacyjne albo robiące zdjęcia. Nie jestem tak optymistycznie nastawiony jeśli chodzi o latające samochody dostępne dla ogółu społeczeństwa.

Myślę, że tak naprawdę jest tam kilka dużych wyzwań. Prawdopodobnie przezwyciężymy niektóre problemy technologiczne, takie jak żywotność baterii i tym podobne. To koszt jest największym obciążeniem wynikającym z posiadania floty latających dronów pasażerskich. Jestem tu więc otwarty na różne możliwości.

Przykładoowo, jeśli ktoś jedzie dzisiaj do Nowego Jorku i musi szybko dostać się na Manhattan, może całkiem tanio lecieć helikopterem. Kosztuje to jakieś 125 USD z lotniska JFK i zajmuje kilka minut. Żadnych korków! Jest kilka startupów, które ustaliły cenę tej usługi, ponieważ Uber, gdy są duże korki, może kosztować nawet 100 USD. Więc ludzie są gotowi zapłacić 25 USD lub 50 USD więcej, aby lecieć helikopterem. Ale to nie jest rozwiązanie dla mas.

Przemek: Jonathan, czy to możliwe, że miasto będzie mogło istnieć w przestrzeni wirtualnej Metaverse?

Chociaż opowiedziałem wam historię jak przewidziałem Metaverse 15 lat temu, to nadal nie jestem przekonany czy Metaverse wejdzie do codziennego użytku. Myślę, że nie ma wątpliwości, że Metaverse będzie używany do szkoleń, edukacji, w grach, więc są branże, w których Metaverse jest oczywistością. Ale czy Metaverse jest alternatywą dla Internetu, który mamy dzisiaj? Czy jest to coś, z czego będzie się korzystać masowo? Mam w związku z tym kilka naprawdę poważnych pytań.

Przemek: Rozmawiałem z wieloma biznesmenami z przemysłu ciężkiego. Mówią, że Metaverse jest świetny, ale tylko do szkoleń i nie wierzą, że może wnieść jakąś wartość do codziennego życia.

Waldek: Jonathan, jakie są najczęstsze pułapki lub niepowodzenia w tworzeniu inteligentnego miasta? Czego unikać? Na co warto się upierać?

Właściwie to długa lista rzeczy. Na samym końcu mojej książki „Smart Cities for Dummies” mam listę rzeczy, których należy unikać. Podam tu jedną albo dwie. Jeśli burmistrz zakłada, że inteligentne miasto oznacza, że jest to ogromny projekt technologiczny, który będzie prowadzony przez dział technologiczny i będzie dotyczył urządzeń IoT, nadzoru i danych, to myślę, że zaczyna w złym miejscu.

Myślę, że w ostatnich 10 latach niestety zbyt mocno podkreślano, że inteligentne miasto to projekt głównie technologiczny. Na pewno trzeba mieć dobrą infrastrukturę cyfrową i szybki Internet, to jest punkt wyjścia. Ale poza tym, punktem wyjścia jest naprawdę jakość życia, i ja bym patrzył co do niej prowadzi. Myślę, że błąd polega na tym, że ludzie zaczynają od technologii.

Lepsza rozmowa dotyczyłaby nie tyle tego, jak buduje się inteligentne miasto, ale jak wyglądają postępy w tworzeniu inteligentniejszej społeczności, podejmującej ważne wyzwania. Miasta chcą nie tylko mieć lepszy transport, dobrej jakości powietrze i wodę oraz opiekę zdrowotną; miasta na całym świecie pragną poczucia przynależności i kształtowania przestrzeni publicznej. Chcą miejsc, w których społeczności mogą się gromadzić i budować relacje.

Waldek: Nie zawsze to widzieliśmy…

Przez większą część II połowy XX wieku budowaliśmy coś odwrotnego, lokując ludzi na przedmieściach, tworząc centra handlowe i organizując rzeczywistość dla samochodów. Myślę więc, że najlepszą praktyką jest zacząć od jakości życia i tego, co jest ważne dla danej społeczności, a następnie zastanowienie się jak to osiągnąć. Należy też pamiętać, że nie jest to projekt stricte technologiczny.

Drugą rzeczą byłoby przekonanie, że inteligentne miasto wymaga dużych nakładów finansowych, i jest to cel, który można osiągnąć jedynie jeśli masz dużo gotówki i nie masz problemów. Każde małe miasteczko lub każde średniej wielkości miasto powie: jeśli dostaniemy pieniądze, to skupimy się na drogach i mostach. Natomiast odpowiedź tu brzmi: inteligentna społeczność przybiera różne formy.

Ten projekt i rozmowa o nim wymaga zaangażowania wielu osób. Niektórzy widzą rząd albo samorząd jako automat ze słodyczami. Wpłacasz podatki i dostajesz produkt. Od dekad ten model nie działa – żeby zadziałał, potrzebne jest współpracujące grono zaangażowanych osób. A w wielu miejscach tego nie ma. Miasto nie przygotowuje pola do takiej współpracy.

Przemek: Cieszę się, że jedno z ostatnich zdań naszej rozmowy jest bardziej o relacjach międzyludzkich, o wspólnocie, o zbliżaniu do siebie ludzi, i o dbaniu o siebie nawzajem. Więc o to chodzi w inteligentnym mieście, prawda?

Dokładnie tak.

Przemysław Zakrzewski, dyrektor Korporacyjnego Centrum Technologii, ABB
Waldemar Olbryk, CEO, Archicom

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.