MENU

Fascynuje mnie rytm – zarówno w życiu, jak i w biznesie Sylwetka

24 maja 2017Artykuł z magazynu ITwiz, Polecane tematy, Sylwetka

Sylwetka
Z Pawłem Prasuła, współtwórcą i prezesem zarządu EIP, rozmawiamy o wprowadzonym w życiu prywatnym i zawodowym rytmie, który rządzi każdym jego dniem; wartościach, którymi kieruje się w swoim życiu; zarządzaniu firmą; kierunkach i strategii działania; czynnikach motywujących oraz powodach podjęcia decyzji o zdobyciu tzw. dużej Korony Ziemi, dziewięciu najwyższych szczytów na wszystkich kontynentach.

W każdym projekcie – zarówno związanym z biznesem, jak i zdobywaniem kolejnych szczytów – ważna jest wiedza. Gdy coś robisz, musisz albo być w tym bardzo dobry, albo pozyskać niezbędną wiedzę i stać się specjalistą.

Zaczęło się od…

… przyjaźni dwóch entuzjastów nowych technologii – mojej i Roberta. Małymi krokami rozwijaliśmy pomysł na biznes. Poznawaliśmy zaawansowane technologie IT i ich dostawców. Tak powstało EIP, którego nazwa pochodzi od skrótu Everything Is Possible – wszystko jest możliwe. To hasło przyświeca nam w budowaniu silnej marki. Dzięki niemu znajdujemy sposoby, aby trudne zadania i przeszkody przekształcać w szanse. Nie boimy się wyzwań, a najtrudniejsze projekty dają nam największą satysfakcję. Od początku istnienia stawiamy na biznes odpowiedzialny i nowoczesny. Lojalność i zaufanie klientów są dla nas bezcenne. Z tą myślą realizujemy powierzone nam projekty. Tak budujemy pozycję EIP jako wiarygodnego partnera na rynku IT.

Wspomina Pan o biznesie odpowiedzialnym i nowoczesnym. Wiem, że wierzy Pan w zarządzanie firmą poprzez wartości…

Jim Collins i Jerry Porras w książce „Wizjonerskie organizacje” wskazują, że wartości to czynnik mający decydujący wpływ na rozwój firm i klucz do sukcesu najlepszych amerykańskich przedsiębiorstw. Ich zdaniem, o powodzeniu przedsięwzięcia w skali długofalowej nie decydują charyzmatyczny lider, śmiała strategia, dobry produkt czy kapitał założycielski. Możliwe jest to dzięki zachowaniu nadrzędnych, nienaruszalnych wartości, wypełnianiu swoistej misji. Co ciekawe, nie jest ważne, jakie wartości zostaną przyjęte przez organizację – istotne, aby się ich konsekwentnie trzymać. Kierowanie się wartościami ma istotny wpływ na długofalowy rozwój firm, bo spaja organizacje i pozwala im łatwiej osiągać cele. Nie można jednak narzucić odgórnie zarządzania firmą przez wartości. Nie da się zbudować funkcjonującej w ten sposób organizacji, jeśli pracownicy nie zaczną tego sami robić. Zarządzanie przez wartości może się odbywać tylko oddolnie.

W jaki sposób wdrożyć więc wartości i zasady zarządzania przez nie w firmie?

Przede wszystkim należy określić intencje, które nam przyświecają w związku z wdrożeniem wartości w organizacji. Jak wspomniałem, nie może być to inicjatywa odgórna. Projekty tego typu nie mają szans na powodzenie, jeśli nie wdroży ich cały zespół. W procesie wdrażania systemu wartości konieczne jest wyznaczenie osób, które swoim postępowaniem będą przekonywać zespół do zmiany. Zasady przyjmą się, jeśli kadra zarządzająca na co dzień będzie poprzez własne zachowanie jasno mówić, na czym firmie zależy, i podkreślać, że wartości rzeczywiście przekładają się na sukces organizacji.

Sednem metod zarządzania przez wartości jest oddziaływanie na kulturę organizacyjną, tak aby uporządkować relacje wewnątrz firmy oraz relacje z otoczeniem – klientami, dostawcami, podmiotami finansującymi. Tymczasem charakter takiego projektu jest przez wielu menedżerów postrzegany wyłącznie w kontekście zmian zachowań pracowników. Stąd częsta mylna opinia, że wdrażając taki projekt, należy spodziewać się rezultatów ograniczonych do podniesienia zaangażowania zatrudnionych osób. Tymczasem wdrożenie systemu wartości wpływa na cały ekosystem, w jakim funkcjonuje firma. Efekty zarządzania przez wartości widać w różnych wymiarach funkcjonowania organizacji, zaczynając od pracowników, poprzez kwestie jakości, na wynikach finansowych kończąc.

W artykule „Wartości w zwierciadle prawdy” z magazynu ThinkTank, opisującym proces zarządzania przez wartości, pojawia się ciekawe stwierdzenie: firmy niejednokrotnie wdrażają zarządzanie przez wartości tylko ze względów wizerunkowych. Tymczasem powinno to służyć realizacji celów biznesowych, wspierać rozwój organizacji i skutkować określonymi, pożądanymi zachowaniami pracowników i otoczenia biznesowego.

Jakie wartości przyświecają EIP?

Kilka lat temu postawiliśmy na zaufanie do współpracowników i specjalizację, która pobudza do ciągłego doskonalenia, podnoszenia jakości. Te trzy filary – zaufanie, specjalizacja, jakość – okazały się solidnym spoiwem dla spójności i współodpowiedzialności firmy. Na podstawie tych wartości podjąłem wiele decyzji, a właściwe wykorzystanie pojawiających się szans pozwoliło nam na szybki rozwój i osiągnięcie – w krótkim czasie – stabilnej pozycji finansowej. Praca w turbulentnym środowisku, takim jak IT, zdecydowanie wymaga zwinności, elastyczności, wnikliwej obserwacji i umiejętności przewidywania. Elastyczność rozumiem głównie jako otwartość na zmiany, która pozwala również na testowanie nowych możliwości.

Jednym z owocnych eksperymentów, które przeprowadziłem w EIP, było wprowadzenie nowego podejścia do zarządzania zespołem i idącej za nim zmiany struktury spółki. Wdrożone przekształcenie umożliwiło każdej osobie w zespole samodzielne wypracowanie nowej ścieżki rozwoju i obranie kierunku pogłębiania swoich kompetencji. W rezultacie udało nam się zbudować wyspecjalizowane zespoły projektowe, które dynamicznie się rozwijają. Rozwiązanie to pozwoliło też znacznie skrócić czas reakcji na zmiany zachodzące u klientów i zwiększyć efektywność pracy.

Niezmiennie ważnym aspektem jest współodpowiedzialność, która umożliwia każdemu pracownikowi realny wpływ na ostateczny wygląd projektu. Osobiście dbam o jeszcze jeden – krytyczny w moim przekonaniu – fundament, który budują stabilność finansowa i transparentność. Świadczą one nie tylko o naszej przedsiębiorczości, lecz także umożliwiają wypracowanie realnego wsparcia w finansowaniu inwestycji klientów. Otwierają również możliwości testowania szans biznesowych na rynkach komplementarnych i, co za tym idzie, budowanie coraz szerszego, ale wciąż wyspecjalizowanego wsparcia w obrębie IT.

Przykładowo, niedawno zainwestowaliśmy we własne centra danych – Data Center MAIN. Idea ta powstała z połączenia elastyczności oferowanej klientom i społecznej odpowiedzialności biznesu widocznej w idei Green IT. Jak wspomniałem w jednym z wywiadów w ITwiz, moim marzeniem było stworzenie centrum danych, w którym całe zużycie prądu byłoby pokrywane z odnawialnych źródeł energii. Dlatego jedna z naszych spółek realizuje inwestycję w Gronówku, polegającą na budowie farmy fotowoltaicznej o mocy 1 MW. Budujemy też dwie elektrownie wodne na Bzurze koło Łowicza, każda po 200 kW. Te trzy projekty mają zrównoważyć zużycie energii w naszych dwóch centrach danych. Poza tym jeden z naszych ośrodków jest zasilany z gazogeneratora o mocy 1 MW.

Czy – bazując na tych wartościach – łatwiej w zrównoważony sposób prowadzić firmę? Jak być liderem w coraz większej firmie?

Niemal naturalnie udaje się to, gdy pracuje w niej 5–10 osób. Ale co, gdy firma rozrasta się do kilkudziesięciu, 100 osób? Uznałem, że wpierw należy zacząć od własnego, zrównoważonego rozwoju. Osobiście bardzo fascynuje mnie Jan Paweł II. To człowiek, który stale pracował intelektualnie. Był osobą, która zmieniała świat, pisała książki, wpływała na innych. Kiedy więc i gdzie odpoczywał? Czy w czasie wspinaczek w górach, po których tak lubił chodzić? Zadałem sobie pytanie, co Jan Paweł II widział w nich? Czy dawały mu szczęście? A może zapewnienie swego rodzaju równowagi?

A jeśli tak, to czy można – prowadząc firmę – zbalansować życie prywatne, rodzinne i zawodowe. Sam chciałem osiągnąć równowagę pomiędzy pracą, odpoczynkiem i życiem duchowym. Chciałem osiągnąć ją nie tylko pomiędzy tymi trzema elementami, ale także na każdym z tych poziomów. Uznałem, że aby móc tego dokonać, należy wpaść w ściśle określony rytm – odpoczynku, pracy, modlitwy. Jest to rytm, który ułatwia równoważenie poszczególnych elementów naszego życia. Można by uznać, że stały rytm to pewnego rodzaju monotonność, która jednak – moim zdaniem – nie ma nic wspólnego z brakiem kreatywności.

Dlaczego jednak góry? Co daje ten sport, czego nie daje żaden inny?

Aby odpowiedzieć na pytanie co Janowi Pawłowi II dawało chodzenie po górach, musiałem sam tego spróbować. Do podjęcia się zdobycia Korony Ziemi zainspirował mnie też list Jana Pawła II do pierwszych Polaków, którzy w 1980 roku zdobyli zimą najwyższy szczyt świata Mount Everest. Jan Paweł II napisał m.in., „że himalaizm to sport, który ujawnia „królewskość’ człowieka, jego zdolność poznawczą i wolę panowania nad światem stworzonym”. Jest to sport „wymagający wielkiej siły ducha, który staje się wspaniałą szkołą życia, rozwijającą w nas wszystkie wartości ludzkie, otwierający pełne horyzonty powołania człowieka”.

Zdobycie Korony Ziemi to projekt, który ma swój harmonogram i cele. Projekt ten został rozłożony na 5 lat. Narzucił mi naturalnie rytm pracy i odpoczynku, w czasie którego przygotowuję się do kolejnych wypraw. Zaczęło się od treningu – nie tylko fizycznego, lecz także duchowo-umysłowego, oczyszczenia organizmu i zdobywania wiedzy na temat himalaizmu. Regularne uprawianie sportu – a tego wymaga przygotowanie do zdobywania kolejnych szczytów z Korony Ziemi – pozwala mi samemu „trzymać się w ryzach”. Treningi wyeliminowały z mojego życia alkohol. Zmieniły też mój sposób odżywiania. Gdy rozpoczynałem zdobywanie Korony Ziemi, ważyłem 98 kg, teraz ok. 82 kg. To przekłada się na jakość mojego życia.

Uznałem, że projekt ten będzie jednocześnie „prowadził” przez te wszystkie lata także firmę, którą kieruję. Uznałem, że nadany przeze mnie rytm będzie przekładać się na rytm działania całej firmy. Jak jednak to zrobić? Jak zbudować ten rytm? Kiedy może wystąpić arytmia i jak z nią ‘walczyć’? Odpowiedzi na te wszystkie pytania dały mi właśnie wyprawy w góry.

Zaczęło się od wyprawy z klientami i partnerami do Tanzanii i zdobycia Kilimandżaro w roku 2014. Wówczas odkryłem po raz pierwszy, że góry to miejsce dla mnie, miejsce, do którego chcę wracać. Gdy osiągnąłem szczyt, zrozumiałem jednak, że w tej drodze nigdy nie chodzi o wejście na konkretną górę, lecz o zdobywane w ten sposób doświadczenia. Podczas wypraw człowiek jest sam na sam ze swoimi uczuciami, przeżywając zarówno klęski, jak i zwycięstwa.

Coś z tych przeżyć zawsze zabiera ze sobą w doliny.

Zdobycie Kilimandżaro pokazało mi, jak dobrze trzeba być przygotowanym do tego typu projektu. Nauczyło pokory w stosunku do gór. Popełniłem pierwsze błędy, ale także nauczyłem się na nich wielu nowych rzeczy. Wejście na Kilimandżaro trwało kilkanaście godzin. Wiązało się jednak nie tylko z pokonywaniem własnych słabości, lecz także odpowiedzialnością za innych, za osobę, z którą się wspinam. Osobę, której pomagałem i której obiecałem, że jeśli ona nie da rady, ja także zrezygnuję. Obojgu nam jednak udało się zdobyć ten szczyt. Dzięki temu doświadczeniu zbudowałem z nią niezwykłą relację, relację, której nie da się stworzyć wyłącznie na podstawie „słów”. Konieczne są do tego wspólne doświadczenia…

W tym samym roku 2014 wspiąłem się także na Elbrus w Rosji, Mont Blanc we Francji oraz Aconcagua w Argentynie. Kolejny rok to było zdobycie Denali na Alasce i Mount Vinson na Antarktydzie. W roku 2017 pokonałem zaś dwa szczyty należące do Korony Ziemi – Puncak Jaya w Nowej Gwinei oraz Górę Kościuszki w Australii. W roku 2018 mam zamiar zakończyć projekt wejściem na Mount Everest. Wcześniej jednak atak na 7-tysięcznik Imja Tse w Nepalu, jako przygotowanie do zdobycia ostatniej, najwyższej góry na świecie. Miał być Mount Everest, ale w czerwcu rodzi mi się dziecko i to dla niego – oraz mojej żony – zrezygnowałem w tym roku z jego zdobycia.

Wspomina Pan, że wyprawy w góry pozwoliły zbudować wewnętrzny rytm. Jak zdobyte w ten sposób doświadczenia wykorzystać w pracy zawodowej?

Podczas wypraw w różne rejony świata – nie tylko w góry – pokonujemy własne granice, nie tylko te na mapach, ale przede wszystkim wewnętrzne. Odkrywamy nowe pokłady ambicji i energii, które przekładają się także na sukcesy zawodowe. Takim doświadczeniem dzielimy się z klientami. W EIP mamy np. program partnerski Exploria, który wspiera budowanie relacji i zaufania między naszą firmą a jej klientami.

Zdobywanie kolejnych szczytów uczy mnie tego, czym jest walka ze sobą, jak pokonywać kolejne wyzwania. Uczy oczywiście nadawania swoim działaniom określonego rytmu. W przypadku wspinaczki zarówno marsz w górę, jak i oddech nadają rytm. Trzeba naturalnie zachować także rytmikę pomiędzy każdym kolejnym krokiem i oddechem.

Jak wykorzystać doświadczenia zdobywane w górach do prowadzenia biznesu, zarządzania firmą?

Trekking wysokogórski pozwala mi spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Mogę tego dokonać dzięki – nowym dla większości z nas – odczuciom niedostatku i braku komfortu. Pokazuje mi to jednak, że człowiek – nawet w tak minimalistycznych warunkach – bardzo dobrze potrafi się odnaleźć. Akceptując te warunki, widzimy, ile zbędnych rzeczy – np. elektronicznych gadżetów – absorbuje nas każdego dnia. W ciągłej gonitwie – i związanej z tym arytmii – nie jesteśmy tego w stanie spostrzec.

Dopiero proste rzeczy pokazują nam świat z odpowiedniej perspektywy. Dla mnie była to wyprawa na Antarktydę, gdzie byłem tylko ja, namiot i całkowita pustka wokoło. Nie ma chyba bardziej odosobnionego miejsca na Ziemi. Tam świat zwizualizował mi się jako coś bardzo małego. Pokazał, że nie możemy tracić czasu na mniej ważne rzeczy, a najważniejsze z nich dzieją się w związku z otaczającymi nas ludźmi. Ważna jest przyjaźń i bliskość z drugim człowiekiem. Zarówno biznes, jak i góry przyniosły mi wielu przyjaciół. W obu przypadkach musisz mieć zaufanych partnerów, którzy mają własną specjalizację i dbałość o wysoką jakość działania.

Góry nauczyły mnie jeszcze jednego. W każdym projekcie – zarówno związanym z biznesem, jak i zdobywaniem kolejnych szczytów – ważna jest wiedza. Gdy coś robisz, musisz albo być w tym bardzo dobry, albo pozyskać niezbędną wiedzę i stać się specjalistą. W przypadku Korony Ziemi wiedzę tę wciąż zdobywam. Moim mentorem jest przewodnik – mój body partner, któremu ufam. Wiedzę zdobywam też od doświadczonych himalaistów, których spotykam podczas górskich wypraw.

Czy w biznesie też mamy do czynienia ze zdobywaniem kolejnych „szczytów”?

Sukces w biznesie to efekt równowagi pomiędzy trzema aspektami życia – pracą, odpoczynkiem i modlitwą. Tylko taki układ może przełożyć się na sukces w życiu. Każdy inny model – zależny np. tylko od sukcesu biznesowego – nie przekłada się na szczęście osobiste. Gonienie za rozwojem firmy, którego nie można wyskalować, też nie ma sensu. Przede wszystkim jednak należy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakich momentach jesteśmy i byliśmy szczęśliwi? Ja jestem w stanie poświęcić ponad przeciętne ryzyko dla pasji, wartości, efektów poznawczych…

GRUPA EIP
Należą do niej spółki: EIP, Telsar, Medsar, CETEC oraz EIP energy. Niezależnie działa zaś MAIN Data Center. Najważniejsze spółki zajmują się:

EIP – to dwa wyspecjalizowane działy: EIP Professional Services, do którego należą usługi projektowania i implementacji rozwiązań, a także usługi utrzymania i zarządzania infrastrukturą IT. Dział ten oferuje również usługi w modelu Managed Services. Drugi dział to EIP Business Software, ukierunkowany na rozwiązania do zarządzania firmą, m.in. w zakresie linii Microsoft Dynamics. Aktualnie EIP jest na pierwszym miejscu Rankingu Partnerów Microsoft w zakresie wdrożeń systemu ERP Microsoft Dynamics NAV.

EIP energy – spółka powstała specjalnie po to, aby wprowadzić nowe kompetencje w Grupie EIP i zrealizować ideę Green IT. Należy do niej m.in. farma fotowoltaiczna w województwie wielkopolskim w Gronówku pod Poznaniem. Dzięki tej inwestycji powstały nowe miejsca pracy dla lokalnej społeczności. Dodatkowo do EIP energy należą także dwie elektrownie wodne na Bzurze. Inwestycje na rzece Bzura – oprócz zagwarantowania zielonej energii na potrzeby MAIN Data Center – mają pozytywny efekt środowiskowy. Elektrownie wodne naturalnie podnoszą wody gruntowe, zapewniając – w obrębie koryta rzeki – spiętrzenie wody o dodatkowe 1,5 m. W ten sposób poszerzają strefę fauny i flory w dorzeczu rzeczki i w pobliskich terenach.

MAIN Data Center – to połączenie elastyczności oferowanej klientom i społecznej odpowiedzialności biznesu widocznej w idei Green IT. Farma fotowoltaiczna i elektrownie wodne mają pozwolić na to, aby całe zużycie prądu pokrywane było z odnawialnych źródeł energii. Ponadto jedno z centrów danych zasilane jest z gazogeneratora o mocy 1 MW.

Sport to bardzo ważny element Pana życia. Jak ważny jest w osiąganiu sukcesu? Czy oczekuje Pan tego samego od swoich pracowników?

Zachęcamy do uprawiania sportu wszystkich w naszej firmie. Mamy program CSR – Move IT – połączony z programem szkoleniowym i rozwoju personalnego. Co środę organizujemy treningi biegowe. Staramy się promować dbałość o zdrowie, a z tym nieodłącznie związany jest sport. Pokazujemy też, że warto się szkolić, warto dbać o siebie. Naszym zdaniem, to początek do przemiany na drodze do tego, aby być bardziej skutecznym.

Aktywność sportowa daje nam również moment na to, aby odciążyć umysł od ciągłego planowania i napięcia. Pozwala wyciszyć się, a jednocześnie poukładać w głowie działania na najbliższy dzień lub tydzień.

Zachęcamy również pracowników do dzielenia się własnymi pasjami na Forum. Realizowany przeze mnie projekt zdobycia Korony Ziemi inspiruje innych. Przykładowo, mój wspólnik, Robert, w ciągu 24 dni przejechał rowerem dookoła całą Polskę. Pasji sportowych ma jednak coraz więcej pracowników. Większość z nich stara się też zdrowo – a przede wszystkim racjonalnie – odżywiać. Jeśli inni robią to samo, dużo łatwiej jest utrzymać własny rytm. Rytm przybliża nas zaś do innych ludzi zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym.

Jeśli któryś z moich pracowników uprawia jakiś sport – np. biega – i realizuje w tym aspekcie kolejne swoje cele, to dużo łatwiej mi się z nim rozmawia. Jeśli jest w stanie „dowieźć” wynik w życiu prywatnym, to będzie mógł to także zrobić w firmie.

Co daje utrzymywanie ścisłego rytmu dnia?

Polepsza jakość życia, skuteczność w działaniu, a także standard zarządzania firmą. Zawsze bardzo jasno określamy cele do wyznaczenia, zupełnie jak w zdobywaniu kolejnej góry. Jednocześnie uczymy się, że znalezienie się 2 metry poniżej szczytu to nie to samo, co wejście na wymarzoną górę.

Dzięki projektowi Korona Ziemi nauczyłem się – a ode mnie inni – kończenia rozpoczętych projektów, realizacji kolejnych ich etapów zgodnie z harmonogramem. Mamy – jak w przygotowaniu do wyprawy – określoną logistykę zawartą w projekcie, a w nim samym mniejsze podprojekty do zrealizowania. To też jest swego rodzaju rytm. Pracownicy widzą, jak przygotowuję się do kolejnej wyprawy i jednocześnie jak wyznawane przeze mnie wartości przekładają się na budowanie biznesu.

Kiedy pojawia się arytmia?

Gdy nie zrobię treningu, bo mi się nie chciało, bo czułem się zmęczony. Gdy mówię sobie, odpocznij, trening to przecież też wysiłek. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nigdy nie osiągniemy stanu idealnego, że zawsze musimy dbać o równowagę. Doskonalenie siebie na jednym polu powoduje zaniedbanie gdzie indziej. Należy obrać główny kierunek, a potem korygować na bieżąco swoje działania. Żyję w zgodzie z zasadą 3U – Ukaż to, co w tobie jest najlepsze; Użyj tego w imię Boga; Utrwal to każdego dnia.

Dziecko nie zaburzy Pańskiego rytmu?

Dziecko wprowadzi do mojego życia własny rytm. Ważne, aby zawsze określać priorytety, które zoptymalizują wykorzystanie naszego czasu. Przykładowo, już 10 lat temu zdecydowałem, że nigdy nie będę zaczynał pracy przed 9 rano. Tylko ważne projekty powodują, że zmieniam ten zwyczaj. Ale to ja o tym decyduję.

Nawiązując do przygotowań do zdobywania Korony Ziemi, wspomniał Pan o tym, że sukces jest jak góra lodowa? Dlaczego?

Ludzie widzą efekt, ale nie – stojące za nim – wyrzeczenia w trakcie przygotowań do zdobywania kolejnych szczytów, do zamykania kolejnych etapów. Myślę, że dzięki temu tak samo skutecznym – jak w górach – mogę być w biznesie. Każdy zdobyty szczyt przyniósł mi nowe doświadczenia, które można przekuć w sferę zawodową. Jednocześnie wprowadził mnie w naturalny rytm – pracy, odpoczynku, modlitwy – w którym funkcjonuję. Równowaga pomiędzy tymi trzema wymiarami daje szczęście, a „zadowolony” szef to zadowolona firma (śmieje się). Szczęście wypływa z nas samych, a nie dlatego, że inni są szczęśliwi…

Warto uprawiać jakiś sport, żyć w wyznaczanym przez niego rytmie, bo to przełoży się na biznes. Sam od kilku lat działam w stałym rytmie. Pracownicy i partnerzy wiedzą, aby nie dzwonić do mnie przed godziną 9 ani po 17.45, kiedy kończę pracę. Codziennie po pracy idę do kościoła. Rytm rozpoczynania modlitwy kończy rytm pracy. Później staram się także nie pracować i poświęcać czas wyłącznie rodzinie.

Da się nie pracować po 17.45?

Faktycznie jest to bardzo trudne do zrealizowania. Ale jest też jedna bardzo prosta zasada. Trzeba utrzymywać sztywny rytm dnia. Jak go zgubisz, zaczynasz pracować wieczorami, w nocy, a przez to kolejny dzień jest już pozbawiony swojego stałego rytmu. Zawsze jest coś do zrobienia, ale dla dobra całości należy to odłożyć. Arytmia odpoczynku wpływa na arytmię biznesową… Pojawiają się coraz większe „drgania” i coraz trudniej wrócić do dawnego rytmu.

Czy pracownicy EIP też są w stanie oddzielić pracę od życia zawodowego?

Zachęcamy ich do tego. W ten sposób też projektujemy naszą nową siedzibę. Chcemy, aby w nowym biurze znajdowały się tzw. biurka do wynajęcia typu hot-desk, nie przypisane żadnemu pracownikowi. Będą także szafki, w których mogą oni zostawić swoje rzeczy, aby nie zabierać pracy do domu. To nikomu jeszcze na dobre nie wyszło.

Nową siedzibę modernizujemy zgodnie z ideą Workplace Innovation. To nowoczesne podejście do przestrzeni pracy integrujące wiedzę i doświadczenie doradców nieruchomości, architektów, psychologów biznesu, socjologów i osób z HR. To połączenie celów biznesowych, kultury organizacji i jego funkcji. Przykładowo, coraz więcej ludzi zamiast kupować gotowe jedzenie, czy wychodzić na lunch, samodzielnie gotuje. W tradycyjnym biurze zwykle nie ma na to miejsca. Tymczasem umożliwienie im tego wpisuje się w rytmikę ich dnia.

Workplace Innovation to także dużo miejsc do wspólnej i bardzo różnorodnej pracy. To bardzo dobrze skomunikowane pomieszczenia, wspomniane już miejsce do gotowania i jedzenia, prysznic, ale także stojak na rowery przed wejściem czy miejsce do ładowania elektrycznych samochodów.

Do tej idei adaptujemy obecnie budynek sprzed 100 lat na warszawskim Mokotowie. Za zmianami architektonicznymi idą też inwestycje w nowe technologie, np. w rozwiązania typu Single Sign-on. Dzięki nim pracownicy za jednym razem będą mogli zalogować się do wszystkich systemów, z których powinni – lub mogą – skorzystać w naszym biurze…

Rozmawiał Adam Jadczak

Podobne tematy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

« »