MENU

Spór o neutralność sieci – koniec Internetu czy burza w szklance wody?

18 grudnia 2017Biznes, Branża, Polecane tematy

Przed kilkoma dniami wybuchła bomba: amerykańska Federalna Komisja Komunikacji (FCC) uchyliła część regulacji dotyczących zasad świadczenia usług internetowych. Powszechne oburzenie wywołało m.in. uchylenie przepisów gwarantujących tzw. neutralność sieci, czyli zasadę stanowiącą, że dostawcy usług internetowych muszą zagwarantować swoim klientom dostęp do wszystkich usług i treści na równych zasadach. Zdaniem krytyków zmian, to koniec Internetu jaki znamy. Ich zwolennicy przekonują z kolei, że to zdrowe zniesienie zbędnych regulacji.

Zasada neutralności sieci obowiązuje de facto od zarania komercyjnego Internetu i opiera się na rozsądnym założeniu, że dostawcy usług internetowych nie mają prawa w żaden sposób ograniczać czy blokować swoim klientom dostępu do dowolnych – legalnych – treści, które znaleźć można w Internecie. Oznacza to, że wszystkie serwisy internetowe, witryny oraz usługi i aplikacje dostępne muszą być na tych samych zasadach, a operator nie ma prawa decydować, co klient może oglądać, a czego nie. Nie ma także prawa wpływać na parametry transmisji związane z dostępem konkretnych usług oraz stron internetowych.

W 2015 roku zasada neutralności sieci zyskała dodatkowe umocowanie prawne. Administracja prezydenta Obamy przyjęła wtedy przepisy zabraniające dostawcom usług internetowych blokowania czy ograniczania w jakikolwiek sposób (np. poprzez spowolnienie ruchu) dostępu do wybranych zasobów internetowych. Urzędnikom chodziło o zapobiegniecie sytuacji, w której firmy ISP mogłyby tworzyć np. dodatkowo płatne usługi, w ramach których dostęp do wybranych zasobów byłby szybszy. Obawiano się np. że de facto spowoduje to spowolnienie dostępu do innych witryn czy serwisów oraz, że ci dostawcy usług internetowych, którzy świadczą w Internecie również inne usługi – przykładowo są operatorami platform VoD, mogą blokować swoim klientom dostęp do oferty konkurencji. Mogłoby to mieć wpływ także na użytkowników usług online spoza Stanów Zjednoczonych, ponieważ potencjalnie wpływałoby na kondycję biznesową poszczególnych dostawców usług internetowych, czy wydawców online.

Urzędnikom chodziło o zapobiegniecie sytuacji, w której firmy ISP mogłyby tworzyć np. dodatkowo płatne usługi, w ramach których dostęp do wybranych zasobów byłby szybszy. Obawiano się np. że de facto spowoduje to spowolnienie dostępu do innych witryn czy serwisów oraz, że ci dostawcy usług internetowych, którzy świadczą w Internecie również inne usługi – przykładowo są operatorami platform VoD, mogą blokować swoim klientom dostęp do oferty konkurencji.

Oczywiście, zasada ta wydaje się jak najbardziej rozsądna – problem jednak w tym, że do jej wyegzekwowania niezbędne było wprowadzenie całego zestawu najróżniejszych przepisów oraz zobowiązanie dostawców usług internetowych do przestrzegania tych samych regulacji, które obowiązują np. w nadzorowanym przez amerykański rząd segmencie usług telefonicznych. To z kolei wzbudzało kolejne kontrowersje i głosy krytyki – rządowi amerykańskiemu zarzucano „przeregulowanie” rynku oraz ograniczenie konkurencji. Oczywiście był to przede wszystkim głos firm oferujących usługi dostępowe.

Punktem zwrotnym w historii neutralności sieci było ubiegłotygodniowe uchylenie przepisów wprowadzonych w 2015 roku przez administrację obecnego prezydenta USA. Warto podkreślić, że sama ta decyzja nie wprowadza żadnych drastycznych zmian do sytuacji dostawców usług internetowych działających na amerykańskim rynku (bo to jego dotyczy – przynajmniej na razie – cały spór). Faktem jednak jest, że otwiera pole do wprowadzania rozwiązań de facto uderzających w zasadę neutralności sieci.

Może się jednak zdarzyć, że dostawca usług internetowych skontaktuje się, przykładowo, z operatorem serwisu Netflix i za dodatkową opłatę zaproponuje mu dostarczanie jego usługi do klientów z prędkością wyższą niż w przypadku konkurencji. To z czasem doprowadzić mogłoby do patologii i tłumienia innowacji – duże, bogate firmy mogłoby płacić dostawcom za to, że ich strony i serwisy wyświetlałyby się u klientów błyskawicznie, a konkurencja – małe, niezależne serwisy – skazana byłaby na powolne ładowanie się ich witryn.

Nie musi to koniecznie oznaczać – jak to obrazowo pokazywali na plakatach przeciwnicy nowych regulacji – że operatorzy internetowi zaczną teraz wprowadzać oferty zbudowane na zasadzie pakietów, w których trzeba będzie dopłacać np. za dostęp do serwisów społecznościowych, wideo czy muzycznych. Może się jednak zdarzyć, że dostawca usług internetowych skontaktuje się, przykładowo, z operatorem serwisu Netflix i za dodatkową opłatę zaproponuje mu dostarczanie jego usługi do klientów z prędkością wyższą niż w przypadku konkurencji. To z czasem doprowadzić mogłoby do patologii i tłumienia innowacji – duże, bogate firmy mogłoby płacić dostawcom za to, że ich strony i serwisy wyświetlałyby się u klientów błyskawicznie, a konkurencja – małe, niezależne serwisy – skazana byłaby na powolne ładowanie się ich witryn.

Na razie najwięksi amerykańscy dostawcy usług internetowych zgodnym chórem deklarują, że nic takiego nie jest planowane – aczkolwiek nie wykluczają, że z czasem w ich ofertach mogą pojawić się usługi, gwarantujące priorytetowy dostęp do przepustowości. Chodzić ma tu jednak raczej o rozwiązania dla branż takich jak medycyna czy autonomiczna motoryzacja, w których nieskrępowany dostęp do łącza będzie kluczowy – a nie o wprowadzanie radyklanych zmian do zasad świadczenia typowych usług domowego dostępu do Internetu.

Dodajmy, że batalia o neutralność sieci daleka jest od zakończenia – przeciwnicy nowych regulacji już zapowiedzieli, że na początku przyszłego roku zamierzają złożyć formalny pozew przeciwko FCC w tej sprawie. Niezależnie od tych planów pewne działania na rzecz przywrócenia poprzedniego status quo zapowiedziała również grupa kongresmenów z Kalifornii, Waszyngtonu oraz Nowego Jorku.

Podobne tematy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

« »